Adam Michnik w komentarzu na łamach "Gazety Wyborczej" nawołuje do otwarcia archiwa. A Kataryna zastanawia się w swoim blogu, co mu się stało. Czytaj
Jak wynika z ustaleń tygodnika "Wprost", reżyser "Rejsu" Marek Piwowski brał pieniądze od SB. Był uważany za cennego agenta. Czy to nadal tylko kabaret? Czytaj
"Newsweek" identyfikuje kontakt operacyjny wywiadu PRL działający pod pseudonimami "Poeta" i "Vera Cruz" Czytaj
Czy potrzeba seksu zawsze przeważa nad rozsądkiem? Dowiemy się tego w wielkim eksperymencie, który zostanie przeprowadzony za kilka miesięcy. Czytaj
To nie żart, to nauka. No, prawie. Czytaj
Bóg sprawiedliwie obśmiewa wszystkie wielkie religie. Czytaj
Student Oksfordu nie uprawia seksu z byle kim. Czytaj
Dziewczyna była regularnie dręczona przez kolegów i koleżanki. Bez większego powodu. Czytaj
Wygląda na to, że seryjnego gwałciciela z Zielonej Góry w ogóle nie ma. Czytaj
Z młodymi klerykami, w nocy dorabiającymi jako prostytutki, zabawiał się dżentelmen, który niegdyś niósł trumnę Jana Pawła II. Czytaj
Na szczęście umie oddzielić sferę zawodową od prywatnej. Czytaj
Stało się! Już kochamy kampanię wyborczą. Czytaj
Niedawno "Newsweek" ujawnił, że Marek Piwowski był agentem PRL-owskiego kontrwywiadu. Ale de facto tylko fikcyjnie, gdyż zarejestrował go znajomy oficer, i to tylko po to, by młody Piwowski mógł dostać paszport.
Reżyser opowiedział o tym epizodzie "Newsweekowi" chętnie i barwnie. A jego kolega-oficer Tadeusz Zakrzewski skwitował współpracę Piwowskiego z SB krótko:
- Z niego był taki agent, jak z koziej dupy trąba. (...) Ja pytałem, gdzie byłeś, co widziałeś, kogo spotkałeś, bo coś musiałem przecież napisać, a on strasznie konfabulował. Ale najwięcej plotkowaliśmy o kobietach, bo o czym tu można było z takim za przeproszeniem agentem rozmawiać?
Opowieści Piwowskiego i Zakrzewskiego brzmią sympatycznie i zabawnie. A jednak autorka materiału - Violetta Ozminkowski - już na wstępie rozsądnie zaznacza swój dystans do reżysera:
Chciałam wiedzieć, co czuje człowiek, który niedługo będzie publicznie napiętnowany. Jego nazwisko na liście Wildsteina jest oznaczone tzw. jedynką. To oznacza, że prawdopodobnie był agentem. (...) Sam Piwowski zapewnia, że jako tajny współpracownik nikogo nie skrzywdził. Czy mówi prawdę? A może tylko jemu wydaje się, że prawda wyglądała właśnie tak?
Podobnie rozumuje Kataryna. Przytacza kapitalną wypowiedź Antoniego Dudka, historyka związanego z IPN dla radiowej "Trójki". Tak oto mówił o materiale "Newsweeka":
Jest to utrzymane w konwencji dowcipu, ale sprawa chyba aż tak dowcipna nie jest. W najbliższych dniach ukaże się publikacja jednego z pracowników z IPN, która naświetli przypadek Marka Piwowskiego i jego oficera prowadzącego, od nieco trochę innej strony - tzn. tej, która zachowała się w dokumentach i znowu będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której jedni będą uważali, że to Marek Piwowski powiedział prawdę, mówiąc o tej dość kabaretowej historii. A inni będą raczej skłonni wierzyć dokumentom (...).
Kataryna słusznie przypomina, że na początku lat 90. Piwowski nakręcił głośne "Uprowadzenie Agaty", film, który uderzał w Porozumienie Centrum. Blogerka pyta:
Bardzo jestem ciekawa czy przeszłość i esbeckie znajomości Piwowskiego miały wpływ na to, że ten film powstał. Szczęściarz Piwowski bez problemu znalazł pieniądze na film, między innymi od Budimexu. Przy okazji premiery filmu prezes Grzegorz Tuderek (swego czasu SLD) dzielił się pomysłami na kolejne filmy, dziwnym trafem wszystkie tematycznie zbieżne z kampaniami w których maczały palce specsłużby:
"Dyrektor Budimexu Grzegorz Tuderek powiedział, że będzie nadal zajmował się filmami. - Niedługo przeczytam scenariusz oparty na przeżyciach Anastazji P. - stwierdził. - Później, być może, powstanie film "Afera Telegraf". Namawiam Macieja Zalewskiego na scenariusz i wstępnie się zgodził. Pierwsza scena będzie taka: Zalewski w Nowym Jorku w barze, lekko podpity, a korespondent polskiej gazety wyciąga od niego informacje na temat Telegraf s-ka." (Piotr Najsztub "Monika zadowolona z Uprowadzenia Agaty", Gazeta Wyborcza).
Wniosek Kataryny jest prosty: "warto przyjrzeć się kulisom powstania tego filmu, kto był jego pomysłodawcą, kto pomógł w tak krótkim czasie zebrać fundusze na jego realizację, czy Tadeusz Zakrzewski i jego kumple z esbecji pomogli Piwowskiemu koncepcyjnie lub organizacyjnie". Od siebie dodam, że jakoś tak miesiąc temu Piwowski pokajał się za ten film na łamach dodatku telewizyjnego którejś z dużych gazet ("Dziennika", albo "Gazety Wyborczej"). Niestety, nie mam tego tekstu pod ręką. Ale w obecnej sytuacji warto byłoby do niego wrócić.
Poza tym w blogach:
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Rozumiem, że z Wrocławia nie wszystko można widzieć... ale budowanie artykułu na podstawie pomówień kataryny...
Żenada - Panie Medeksza...
Kto "opłaca" Katarynę? Czyim ona jest "agentem wpływu"?
Nie do mnie należy podanie informacji, kim jest kataryna... jeżeli jest Pan redaktorem portalu, który ma być opiniotwórczy - to powinien Pan wiedzieć, w przypadku kontrowersyjnych artykułów ( a w przypadku Piwowskiego pada sugestia, że działał co najmniej pod wpływem służb, prz kręceniu filmu...) musi Pan się liczyć z tym, ze powstaną wątpliwości...
Aha - żeby było jasne - jeżeli Pan zażąda, w przypadku cytowania mnie, o podanie moich prawdziwych danych - otrzyma je Pan - do informacji prywatnej...
A,