Moda na telenowele w pełni. Dziś kolejny odcinek "Z teczki Lecha Wałesy". Czytaj
Chevalier_des_Arts szydzi: skoro Wałęsa był agentem, to wyciągnijcie z tego logiczne wnioski. Powiedzcie głośno: SB sterowała "Solidarnością"!
CzytajTwórca GG nie pochwala lustracji w takiej formie, jaką oglądamy w przypadku Wałęsy. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Całość udostępnionych materiałów można przeczytać tutaj. Na razie zapewne nikt się jeszcze przez to wszystko nie przebił, ale komentarzy w blogach nie brakuje. Komentatorom oddam głos za chwilę. Najpierw kilka moich uwag, sformułowanych w dużej mierze na podstawie depeszy Polskiej Agencji Prasowej.
Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa po otrzymaniu wieści o bądź co bądź niecodziennym jak na polskie warunki pomyśle byłego prezydenta, to prozaiczne "dlaczego" przechodzące szybko w "po co".
Wałęsa na to pytanie odpowiada: po to, aby pokazać oskarżającym go o najgorsze Annie Walentynowicz oraz Andrzejowi i Joannie Gwiazdom, jaka jest prawda. Aby uciąć raz na zawsze wszelkie pomówienia. I aby zostać wreszcie przeproszonym. Jak powiedział Polskiej Agencji Prasowej:
Mam nadzieję, że jak Walentynowicz zobaczy te dokumenty, to mnie przeprosi, bo ona tam wygląda bardzo źle, gorzej niż źle; wstyd mi za nią. Ona ma przeprosić i mam nadzieję, że zdąży.
Mocne? Pewnie. Ale czy uzasadnione?
Drugi problem to nieujawniona część teczki. Co w niej jest takiego, że były prezydent nie chce jej pokazać? Twierdzi, że tylko bezsensowne informacje zwykłych kablarzy. Może tak, może nie. Możemy spróbować mu uwierzyć, ale coś każe nam węszyć podstęp.
Ponieważ tzw. zawodowi komentatorzy nabrali wody w usta (mam nadzieję, że to dlatego iż właśnie przebijają się przez 500 stronic dokumentu), wypada mi się podeprzeć opiniami blogerów. A ci w ogromniej większości nie pozostawiają na byłym prezydencie suchej nitki.
Wałęsa próbuje odbudować mit, używając kitu - wyrokuje w swoim blogu Yarrok. Bloger czepia się tego, że były prezydent powiedział, iż nie zna dokładnie dokumentu, bo sam całego nie przeczytał. Na dodatek nie ujawnił teczki w całości. Dlaczego? Widać ma coś do ukrycia. Stąd już niedaleko do konkluzji, że Wałęsa współpracował z bezpieką. Takiej konkluzji nie zdołało się już oprzeć kilku blogerów.
Nieliczni grzebią w udostępnionym archiwum, usiłując z niego wydostać coś na kształt prawdy. Najobszerniejszą bodaj w tym momencie analizę fragmentów dokumentu oferuje w swoim blogu Gniewomir Świechowski. Polecam lekturę tego wpisu w całości, poniżej główny wniosek:
Widzę dwie możliwości: albo Wałęsa po prostu odpowiada pięknym za nadobne Gwiazdom i Annie Walentynowicz albo... Albo chce uciąć raz na zawsze sprawę swojej ewentualnej współpracy i powstrzymać wszystkich, którzy chcą badać tę sprawę, przedstawiając swoich przeciwników jako zmanipulowanych przez bezpiekę, "niepoważnych" ludzi. Niestety, jestem coraz bardziej przekonany, że druga opcja jest prawdopodobna, mimo że wciąż nie wykluczam manipulacji bezpieki.
Ciekawe? Jasne, ale niezbyt sensowne. Bo Wałęsa nie zachowuje się w sposób, który kogokolwiek mógłby skłonić do zakończenia badań nad jego przeszłością. Przeciwnie - prowokuje, kręci, miesza. Czyżby nie zdawał sobie sprawy z efektu, jaki wywołuje? Wątpię.
Osobiście nie wierzę w to, że Lech Wałęsa współpracował z bezpieką. Ale, podobnie jak moi oponenci, opieram to przekonanie bardziej na swoich własnych odczuciach i na bądź co bądź dość "nieprofesjonalnej" analizie psychologicznej zachowania byłego prezydenta, niż na faktach. Choć to, że Wałęsa ma status pokrzywdzonego przez bezpiekę, niewątpliwie również w dużej mierze wpłynęło na moją opinię.
Nie pozostaje nic innego, jak przebrnąć przez całą zawartość teczki i poczekać na komentarze tych, którzy już to uczynili - najlepiej historyków. A przede wszystkim na ujawnienie przez prezydenta Wałęsę brakującej części dokumentu. Tej, w której znajdują się ponoć jedynie same bezsensowne rzeczy. Pomijając fakt, że ich "bezsensowność" wolałabym ocenić sama, trudno jest bronić Wałęsy, kiedy on sam podkłada sobie takimi zagraniami kłody pod nogi.
Poza tym w blogach:
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
ale jak trzeba Murzyna powalem !
Gdyby bylo inaczej to ujawnilby wszystko w 1992 roku. On natomiast obalil rzad Jana Olszewskiego--tak jak na skompromitowanego ubeka przystalo. Teraz nie ma wyboru wiec probuje jak najmniej "uszkodzic" swoja reputacje.