Już wiemy, dlaczego Polacy zwyciężyli w powstaniu wielkopolskim. Otóż dlatego, że po naszej stronie walczyły zombie. Czytaj
Piętrzące się stosy gnijących zwłok, dziesiątki ciał w różnym stopniu rozkładu upchane w kontenerach... Scena z horroru? Nie, zaplecze Zakładu Medycyny Sądowej. Czytaj
Czerwone zombie ruszają na Waszyngton, błękitnokrwiste wampiry rządzą na Wall Street. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Pamiętam jak w styczniu Pinio pisał w Piątej Władzy o "Pile 3". Tak oto streszczał ten - hmmm... - nieco ekscentryczny film:
Jakiś biedny facet dowiedział się, że jeśli w półtorej minuty nie wyrwie sobie z ciała kilkunastu łańcuchów - umrze, bo zabije go wybuch bomby. Kiedy kończył wyrywać, ładunek eksplodował. (...) Potem było jeszcze lepiej: rozcinanie czaszki, wsadzenie ręki do kwasu, rozrywanie klatki piersiowej
Pinio zadał wtedy zasadnicze pytanie: czy jeśli podobają nam się takie filmy, to jesteśmy chorzy? Odpowiedziałbym, że pół biedy, gdy film pokazujący rozrywanie ludzi na kawałki ma swoich fanów. Gorzej, że takie dzieło ma swoich twórców, którzy poświęcają swój czas, energię, wyobraźnię na kreowanie tego typu scen.
Bo czy są to ludzie normalni? Czy bezustanne obryzgiwanie ekranu krwią ludzi ginących w męczarniach można zbyć jako "czystą formę", "niszową estetykę"?
A przecież ta filmowa groza narasta. Niedawno przez Polskę przetoczyła się pierwsza edycja imprezy o prostej nazwie HorrorFestiwal. Znów oddaję głos nieustraszonemu Piniowi:
Wiedziałem, że otwierający imprezę "Topór" jest filmem szczególnie krwawym. I rzeczywiście tak było. Monstrualny Victor dawał radę różnymi narzędziami, a i ręce pozwalały mu na skuteczne eliminowanie głównych bohaterów. Dzięki temu filmowi mogłem poznać najdłuższą w historii kina grozy scenę wyrywania flaków. Brrr. Krew się lała strumieniami. Koniec widzowie nagrodzili oklaskami.
Teraz fani horroru ekscytują się nową wersją słynnego "Halloween", którą nakręcił Rob Zombie, lider White Zombie. Tu też ponoć nie ma litości dla widza. I o to rzekomo chodzi. Reklamę tego filmu widziałem w środę, przed godz. 20.30 w TVP 1.
Czy nie ma ryzyka, że takie filmy znieczulają na autentyczny ból, na krew?
Co będzie dalej? Co ujrzymy za następnym zakrętem, w kolejnym etapie ewolucji kina grozy?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Jak ja widze polityka, ostatnio w szczególności takiego z PO to jestem w strachu, co te kreatury znowu wymyślą by okrasć ludzi.
Czy te emocje dotyczą chorych? Normalni ludzie, nie kopiują tego, co zobaczyli, w rzeczywistości. A horrory mają liczną grupę odbiorców. Nawet, jeśli zdarzją się w tej grupie psychopaci, to nie należy od razu generalizować.
Ja lubię, kiedy po obejrzeniu horroru nie mogę zasnąć. Był dobry, widocznie.