Został publicznie oskarżony o to, że był agentem SB, ale sąd odmówił mu autolustracji. Przypadek Daniela Passenta pokazuje, że coś jest nie tak z ujawnianiem rzekomych agentów dawnej bezpieki przez media. Czytaj
To nader delikatny element pracy z dokumentami z archiwów IPN: publiczne ujawnienie, że współpracownikiem SB był ktoś znany, ale już nieżyjący. Nekrofilia czy normalna praca historyka? Czytaj
Nie czekając na prawny nakaz, ludzie mediów wzięli się za lustrację. Własną. Mają w internecie wyrzec się współpracy ze służbami specjalnymi PRL oraz (uwaga!) Polski niepodległej. Czytaj
Oficjalnie Żydów jest w Polsce może ze 20 tysięcy. Nieoficjalnie - parę milionów. Knujących w ukryciu przeciw Polakom. Jak niegdyś Mickiewicz, Słowacki czy Stanisław August Poniatowski. Czytaj
Dobrali się, trzeba przyznać. Czytaj
Zaczęła się nieoficjalna żałoba narodowa po tragedii w Halembie. Pytanie, czy to musi tak wyglądać i czy musimy brać w tym udział. Czytaj
"Gazeta Wyborcza" postanowiła nam wytłumaczyć dlaczego Ukraińcy mogli nienawidzić Polaków. Czytaj
Nastolatka zrobi bardzo wiele dla przedmiotów widzianych za sklepową szybą. No bo dlaczego nie? Czytaj
Karol Karski z PiS rusza na odsiecz. Czytaj
Schetyna potwierdza wpłynięcie wniosku. Czytaj
PiS jasno stawia warunki. Czytaj
I zobaczcie jaki wspaniały jest prezes, że zrezygnował z immunitetu. Czytaj
W programie znów było jak w szpiegowskim dreszczowcu. Tym razem opowieść dotyczyła dziennikarzy, którzy w czasach PRL mieli współpracować ze służbami specjalnymi.
Jak twierdzi "Misja Specjalna", z SB współpracował słynny publicysta Krzysztof Teodor Toeplitz. Miał mieć pseudonim "Senator". Zaś Służba Bezpieczeństwa miała go zwerbować po tym, jak został złapany na prowadzeniu auta po pijanemu. Jako agent miał przekazywać informacje na temat obywateli USA (takie zadanie świadczyłoby - jak sądzę - o tym, że TW "Senatora" prowadził kontrwywiad).
Współpracownikiem kontrwywiadu miał być Daniel Passent, znany publicysta "Polityki", autor poczytnego bloga. Notabene, o jego współpracy z SB wspomina poświęcone mu hasło w Wikipedii.
O domniemanej współpracy Ireny Dziedzic (TW "Marlena") już wcześniej pisały media.
Z wywiadem wojskowym PRL - zdaniem "Misji Specjalnej" - miał współpracować Andrzej Nierychło, publicysta telewizyjny, dziś wydawca "Pulsu Biznesu". Miał mieć pseudonim "Sąsiad".
"Misja Specjalna" wskazała też jako agentów słynnego reportażystę Wojciecha Giełżyńskiego (miał współpracować z wywiadem jako TW "Jerzy Stefański") oraz Andrzeja Drawicza, pierwszego prezesa Radiokomitetu po 1989 r.
O nękaniu przez SB opowiadali w programie Jacek Żakowski (miał trzy propozycje współpracy "połączone z szantażem", wszystkie odrzucił, bez konsekwencji), Piotr Najsztub (miał kontakt z SB, gdy w latach 80. siedział w więzieniu, ale bezpieka nie próbowała go werbować), Mariusz Ziomecki (SB zainteresowała się nim, gdy w 1980 r. wyjeżdżał do USA - ale odmówił jakiejkolwiek współpracy) oraz Jerzy Marek Nowakowski (bezskuteczne próby werbunku).
Tak oto wielkimi krokami zbliża się lustracja środowiska dziennikarskiego. Jak wyliczała "Misja Specjalna", w 1989 r. w samym tylko Radiokomitecie działało kilkuset agentów. "Łącznie z prasą mogło ich być kilka tysięcy" - usłyszeliśmy w programie. Czyżby zapowiedź sporych zmian personalnych w mediach?
Warto przypomnieć, że dwa tygodnie temu "Misja Specjalna" ujawniła agenturalną przeszłość Zygmunta Solorza, szefa Polsatu. W październiku agentem PRL-owskich służb wojskowych okazał się Milan Subotić, sekretarz programowy TVN (w efekcie zwolniony z tej funkcji). Niedawno podejrzenia padły na Krzysztofa Mroziewicza, publicystę "Polityki" i eksambasadora w Indiach. On sam jednak zaprzecza, by współpracował ze służbami specjalnymi.
AKTUALIZACJA
Jak podała w czwartek przed północą Polska Agencja Prasowa, zarówno Krzysztof Teodor Toeplitz, jak i Daniel Passent zaprzeczają rewelacjom "Misji Specjalnej". Obaj stanowczo twierdzą, że nigdy nie współprcowali z SB. Do takiej współpracy przyznał się natomiast Wojciech Giełżyński. Zaznaczył jednak, że był informatorem służb specjalnych tylko przez kilka lat, na przełomie lat 50. i 60., ale "nigdy nie pisał donosów na kolegów".
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
PISowi gratulujemy tanich popisów.
P.S.
Nie popieram zadnej strony, a politycy są dla mnie w życiu jak kamień u szyi.
Niestey kamień który wiesza ta kacza bolszewia kruszy także ludzkie relacje interpersnalne, zastępując je obawami i ksenofobią.
A mogliśmy przecież tego uniknąć!
Według danych z jego teczki Aleksander Zdzisław Kwaśniewski, pseudonim "Alek" zarejestrowany był po raz pierwszy przez SB 23 czerwca 1982. Była to wstępna rejestracja w kategorii "zaba" (zabezpieczenie). Oznaczało to, że nawiązano kontakt i zbadano czy mógłby być zwerbowanym. 29 czerwca 1983 rejestracja Kwaśniewskiego została zmieniona na TW - tajny współpracownik. Jego numerem rejestracyjnym tajnej policji był 72204, a 4645 numerem porządkowym karty w katalogu tajnej policji. "Opiekunem" - oficerem prowadzącym Kwaśniewskiego był kapitan Wytrwał. Agent zarejestrowany był najpierw w Wydziale XIV Departamentu II (kontrwywiad) Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. 3 grudnia 1983 agent został przeniesiony do Wydziału VII Departamentu III zajmującego się infiltracją i kontrolą mediów. Agent został wyrejestrowany 9 września 1989. Oznacza to oficjalną datę zakończenia jego stosunków z tajną policją komunistycznej Polski.
Jednak w połowie lat dziewięćdziesiątych pojawiły się zarzuty, że Kwaśniewski był rosyjskim agentem o pseudonimie "Kat". Twierdzono ponadto, że w sierpniu 1993 "Kat" spotkał się w pobliżu Gdańska ze swym "opiekunem" byłym oficerem KGB Władimirem Ałganowem. Kiedy te zarzuty stały się znanymi publicznie, post-komunistyczne sądy zgodnie z przewidywaniem oczyściły Kwaśniewskiego z podejrzeń o spotkaniu z Ałganowem. Sąd skupił się jednak na tym pojedynczym przypadku z sierpnia 1993. Kluczowy "dowód "niewinności" Kwaśniewskiego przedstawiony był w postaci użycia karty kredytowej i wykonania operacji bankowych mających wykazać, jakoby Kwaśniewski był w Irlandii w czasie zarzucanego mu spotkania. Dokumenty bankowe zostały udostępnione przez BIG Bank (obecnie Millenium) zarządzany przez post-komunistycznego kleptokratę Bogusława Kota.
to ty go przecież prowadziłes .
przecież to ty go prowadziłeś.
rosjanie przestali ci płacić?
i teraz mu zazdrościsz? nie przewidziałeś że się wpisze w najnowszą
historię jako cywilizowany prezydent...bo pajac był przed nim ośmieszając kraj.
Nie zapominajmy, że ludność żydowska współpracowała z oboma okupantami w niszczeniu i rozgrabianiu materialnym Polski i mordowaniu naszych przodków.
Niech więc sami zapłacą nam za swoje zbrodnie.