Konserwatywne pismo "Fronda" postanowiło przestać być niszowe i zrobiło z seksu (małżeńskiego, rzecz jasna) temat numeru. Wyszła rzecz całkiem wesoła, na dodatek wyjątkowo chętnie reklamowana przez prawicowych blogerów i publicystów. Czytaj
Konserwatyści lubią traktować kobiety ostro. Tak przynajmniej twierdzi dziennikarz "Gazety Wyborczej", który przeanalizował twórczość prawicowych pisarzy. Czytaj
"Roman Giertych i Marek Jurek osobiście odpowiadają za to, że prawa strona sceny politycznej została zdominowana przez chadecki PiS" - grzmi w blogu znakomity prawicowy publicysta Adam Wielomski. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Nie ustaje dyskusja na temat "Seksu po katolicku" we "Frondzie". Tezami, że seks oralny jest moralny, kobieta może sobie sama pomóc, a w łóżku, jak w futbolu, chodzi o strzelanie bramek, zachwycała się cała rzesza prawicowych publicystów i blogerów. Ja zachwyciłam się tym wszystkim tak jakby... troszeczkę mniej.
A Szymona Hołownię, katolicki głos w "Newsweeku", bulwersuje złośliwy sposób, w jaki wyraziłam mój brak zachwytu:
Marta Wawrzyn z pardon.pl tezę o tym, że w seksie jak w futbolu - chodzi o strzelanie bramek, przyjęła z radością, bo to zawsze pyszna zabawa gdy pruderyjna prawica bierze się za udawanie, że taka nie jest, i wymyśla metafory, śmiesznie obchodzące rzeczy, które mają bardzo proste nazwy.
Redaktor Hołownia pisze dalej, że zachowałam się jak dziewczynka z trzeciej klasy, której spłoniona koleżanka właśnie się przyznała, że całowała się z chłopakiem. A ta, miast dziewczę wesprzeć, pogardliwie prycha, że całowanie to przecież nic wielkiego. Ową złośliwą dziewczynkę wspierają okrutni koledzy, wykonując szyderczy taniec, imitujący kopulację - czyli drodzy Czytelnicy Pardonu, którzy również ostro pokazali, co sądzą o "Frondzie" reklamującej się seksem.
Cały ten przydługi wstęp, w którym pan redaktor oburza się, jak tak można nabijać się ze starań Kościoła, by uczynić seks bardziej boskim, prowadzi do zaskakującego wniosku. Otóż Szymon Hołownia przyznaje, że Kościół ma z seksem problem. Nie wie, jak o nim mówić. Nie potrafi znaleźć odpowiedniego języka. Stąd ucieczki w kierunku metafor. Zacytujmy "Newsweek" raz jeszcze:
To prawda, że Kościół ma tu kłopot. Ale czy krytykująca go reszta świata ma jakiś lepszy język? Skądże. Co o pięknie seksu mówią utwory Dody lub Pezeta? Albo tekst z "Scientific American", który wylicza nerwy i substancje biorące udział w procesie całowania (...)?
I tu, przyznaję szczerze, jako przedstawicielka "reszty świata", osłupiałam. Redaktor Hołownia najwyraźniej uważa, że o seksie można mówić tylko w dwojaki sposób: bądź wulgarnie bądź tak obrazowo, że aż śmiesznie. Inaczej po prostu się nie da. Tymczasem, żebyśmy byli w łóżku szczęśliwsi, powinniśmy wynaleźć jakiś nowy, wspaniały sposób komunikowania się w sprawach seksu. A dopóki go nie mamy, po prostu kochajmy się, zamiast o tym gadać, ochoczo kończy Hołownia.
Nie żebym miała coś przeciwko temu wskazaniu, jednakowoż z przyjemnością uświadomię pana redaktora, że tym razem nie trafił. Otóż o seksie można, a nawet trzeba, mówić po prostu... normalnie.
Zaryzykowałabym nawet tezę, że właśnie normalnie, bez cienia wzniosłości, wulgarności tudzież naleciałości z języka medycznego, rozmawiają o swoich historiach łóżkowych miliony polskich par - katolików praktykujących, niepraktykujących, ateistów, agnostyków, heteroseksualistów i gejów. Bez żenady cieszą się swoją bliskością, uczą się, jak się dotykać, i - niczym Lula i Sailor w "Dzikości serca" Lyncha - opowiadają sobie o erotycznych snach, orgazmach i najintymniejszych szczegółach pożycia, niekoniecznie małżeńskiego.
Fakt, nie wszyscy tak potrafią. Niektórzy nie są w stanie się przełamać. Uważają, że to coś wstydliwego. Prym w tej grupce wiodą osoby religijne, nic więc dziwnego, że Kościół - w tym przypadku za pośrednictwem "Frondy" - próbuje do nich dotrzeć i nauczyć cieszyć się seksem. Wszak tłumienie potrzeb i łóżkowe frustracje prowadzą do nieakceptowanych przez Kościół rozwodów.
Tymczasem ci, którym obcy jest i styl Dody, i kościelne wzniosłości, wiedzą, że czasem wystarczy zwyczajnie pogadać. O seksie, bliskości, wzajemnych potrzebach, a nawet cudem odnalezionym punkcie G i jego fantastycznych możliwościach. Nie poetycko. Nie obscenicznie. Zwyczajnie, prosto, po ludzku.
I, broń Boże, nie mówić swojemu partnerowi bądź partnerce, że w tym wszystkich chodzi o strzelanie bramek! Aż się prosi, aby zapytać, czy karą za samobója nie powinno być zdjęcie z boiska. :-)
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Temu krajowi potrzeba seksu bo orbitujemy przy 0 przyroście naturalnym.
Dobre.Nie stosuj zbyt czesto tej kary-bo gracz znajdzie inne boisko?
pozdrawiam ;)
1. Reprezentanci Kościoła - często świeccy - w poradniach małżeńskich używają najnormalniejszego z najnormalniejszych języka, mówiąc o seksie.
2. Poczytać wystarczy sobie literaturę Teologii moralnej, i przestaniesz kobieto bzdury opowiadać
3. Jestem księdzem i nie używam na katechezie języka kosmitów, kiedy mówimy o seksie z młodzieżą.
Proszę nie uogólniać, pozdrawiam!