Aby dopiec Rosji, polscy politycy zrobią wszystko. Będą nawet bezkrytycznie wspierać Micheila Saakaszwili, którego rządy budzą liczne wątpliwości w zakresie praw człowieka i wolności mediów. Czytaj
Ulubiony guru sporej części polskiej prawicy trochę wypadł z roli podczas niedawnego wywiadu dla rosyjskiego tygodnika. Okazuje się, że nawet Zbigniew Brzeziński czasem po prostu nie ma argumentów. Czytaj
Portal informacyjny separatystów czeczeńskich Kawkaz-Centr utrzymuje, że wszedł w posiadanie tajnych planów opercyjnych Moskwy w stosunku do Gruzji. Political fiction? Niekoniecznie. Czytaj
Jest śmiesznie i nikt nikogo o antysemityzm nie posądza. No, prawie. Czytaj
Skandal goni skandal. W tej samej szkole! Czytaj
Czy potrzeba seksu zawsze przeważa nad rozsądkiem? Dowiemy się tego w wielkim eksperymencie, który zostanie przeprowadzony za kilka miesięcy. Czytaj
Gimnazjalistka stojąca przy taśmie 24 godziny non stop - to zwykły widok w jednym z zakładów pod Legnicą. Czytaj
Warszawskie gimnazjalistki już wiedzą jak sobie radzić w życiu. Czytaj
To nie żart, to nauka. No, prawie. Czytaj
Uciemiężona maturzystka staje się nową gwiazdą walki o wolność. Czy o co oni tam teraz walczą. Czytaj
Brytyjscy bezrobotni z okolic Norwich są zszokowani nową strategią jednej z miejscowych firm. Czytaj
Dla wyznawców Chrystusa Pakistan to piekło na ziemi. Czytaj
Półtora roku pracy wywróci się o jeden dokument? Czytaj
Częścią konfliktu, należy się obawiać, już jesteśmy. Jakże bowiem rozumieć słowa Georgi Gabaszwilego, wiceszefa administracji prezydenta Gruzji?
Myślę, że w Rosji doskonale pojmują, że jeśli wyjdą poza pobrzękiwanie szabelką, może się to skończyć boleśnie dla samej Rosji. Dlatego jeszcze raz postaramy się przekonać naszych partnerów, by o wiele aktywniej wykorzystywali mechanizmy dyplomatycznego nacisku na Rosję.
Ci "partnerzy" to, niestety, chyba głównie my. Za sprawą prezydenta Kaczyńskiego, w którego samowolne zaangażowanie Polski w odległą awanturę rząd jakby wciąż nie może uwierzyć. Tymczasem Gruzja, jak widzimy, ma już wobec swoich "partnerów" pewne roszczenia.
Oczywiście pogróżki prezydenta Micheila Saakaszwili wobec Rosji trzeba dzielić przez pół. W maju odbędą się w Gruzji wybory parlamentarne. Antyrosyjska retoryka to element kampanii wyborczej. Wojenny język, którego używają już obie strony, można póki co odbierać jako prężenie muskułów.
Tak więc, minister Gruzji ds. reintegracji Temur Jakobaszwili (jak widać, jest to w Gruzji problem zasługujący na odrębne ministerstwo) oświadczył, że armii gruzińskiej zajęcie Abchazji zajmie góra trzy godziny. Choć zarazem podkreślił, że w konflikt zbrojny Gruzja wciągnąć się nie da.
Rosyjski MSZ reaguje na to zapowiedziami, że Rosja użyje swoich sił zbrojnych dla ochrony swych obywateli, przebywających na terytorium Abchazji. Sęk w tym, że większość z 250 tys. mieszkanców Abchazji otrzymała już rosyjskie paszporty. De facto od wojny Abchazji z Gruzją lat 1992-94 Abchazja jest częścią Rosji.
Ale de iure nie. Zaś precedens Kosowa jest obusieczny. Rosjanie nie mogą ot tak niepodległości Abchazji uznać, gdyż ośmieszyliby w ten sposób swój uparty sprzeciw wobec oderwania Kosowa od Serbii.
Sytuacja jest więc patowa. Albo para pójdzie w gwizdek i napięcie rozładują, paradoksalnie, wojenna retoryka i wzajemne oskarżenia o prowokacje - albo wybuchnie wojna.
Bo Gruzja nie bardzo może sobie pozwolić na oderwanie Abchazji. Jest to kwestia nawet nie tyle prestiżu, co integralności - a nawet istnienia państwa. Dlatego już prawie rok temu Nino Burdżanadze, przewodnicząca parlamentu, kobieta tyleż piękna co rozważna, otwarcie zagroziła Rosji wojną w przypadku uznania niepodległości Abchazji i Południowej Osetii.
Ale dlaczego nie odpuszcza sobie Rosja? Powodów jest wiele. Abchazi stanowią część etnosu czerkiesko-adygskiego, którego większość zamieszkuje Federację Rosyjską. Opuszczenie Abchazji w potrzebie zostanie więc w regionie bardzo, ale to bardzo źle odebrane. A jest to region dla Kremla dość newralgiczny.
Co może się zdarzyć? Raczej nie wystarczy jedna prowokacja. Buforem są rosyjskie tak zwane siły pokojowe, stacjonujące w Abchazji z mandatu ONZ. Jak na razie nie ma też dowodów na dyslokację dodatkowych jednostek wojsk gruzińskich w przygraniczne regiony Abchazji.
A tylko to - i nieuchronnie za tym idące wprowadzenie na teren republiki regularnych oddziałów rosyjskich - mogłoby doprowadzić do wybuchu działań zbrojnych.
Cała nadzieja w tym, że ani w Gruzji, ani w Rosji nikt nie ma ochoty na prawdziwą wojnę. Dla Gruzji byłby to koniec marzeń o NATO, zresztą państwo i jego gospodarka są w nienajlepszym stanie.
Rosja poradziłaby sobie finansowo, wojskowo pewno też, choć armia jest w stanie reorganizacji i jej wielka wartość bojowa to tylko kremlowska propaganda. Zresztą, duchy wyjątkowo kompromitujących porażek w obu wojnach czeczeńskich wciąż armię demoralizują.
Jednak Rosja ma milionową mniejszość gruzińską. Wojna z Gruzją wywołałaby resentymenty, które trudno byłoby opanować.
Tak więc z grubsza wygląda sytuacja. Nie jest to układanka prosta. I pozostaje pytanie najważniejsze.
Czego, na litość boską, szuka tam Polska?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Czego, na litość boską, szuka tam Polska?"
Gruzińskiego "koniaku"?
Dobry!
Bliżej mamy Kaliningrad - może tam pomożemy ogłosić niezależność...
...Rosja dalej nie puszcza ropy na Możejki...