Na czołówce TVP.info news jak z czasów PRL. Wspaniały nasz premier uratował bezdomnego, chorego kotka przed niechybną śmiercią w kancelarii. Czytaj
Młodzież, gwiazdy i autorytety kontra ciemnogród. Pospolite ruszenie do urn. Zamiast programu politycznego skuteczny PR i przychylne media. Polska 2007? Nie. USA 2008. Czytaj
Niby zawsze to wiedzieliśmy. Ale teraz mamy potwierdzenie naukowe. Czytaj
Oficjalnie Żydów jest w Polsce może ze 20 tysięcy. Nieoficjalnie - parę milionów. Knujących w ukryciu przeciw Polakom. Jak niegdyś Mickiewicz, Słowacki czy Stanisław August Poniatowski. Czytaj
Polska młodzież chce, by szkoła uczyła o seksie. Bo, jak się okazuje, nastolatki nad Wisłą to seksualni analfabeci, którzy pilnie potrzebują fachowej pomocy. Czytaj
Zaczęła się nieoficjalna żałoba narodowa po tragedii w Halembie. Pytanie, czy to musi tak wyglądać i czy musimy brać w tym udział. Czytaj
Dobrali się, trzeba przyznać. Czytaj
Beatyfikacja papieża osiadła na mieliźnie. Oficjalnie to sprawa procedur, nieoficjalnie - celowe wyhamowanie słynnego "Santo Subito". Czyżby JPII z jakichś powodów naprawdę nie zasługiwał na aureolę? Czytaj
Nastolatka zrobi bardzo wiele dla przedmiotów widzianych za sklepową szybą. No bo dlaczego nie? Czytaj
Tydzień temu w USA wywołał sensację tekst z "Newsweeka" - mówiący o tym, że Biblia nie zabrania małżeństw gejów. Ale jest nawet gorzej. Dokładnie przeczytane, Pismo Święte w ogóle homoseksualizmu nie odrzuca. Czytaj
Karol Karski z PiS rusza na odsiecz. Czytaj
W Internecie pojawiło się nagranie, które może narobić sporo kłopotów kandydatowi PO. Czytaj
Widzicie ten fotomontaż? Za jego umieszczenie w internecie 33 –letni nauczyciel angielskiego dostanie najprawdopodobniej pół roku więzienia w zawieszeniu, bo obraził uczucia religijne. Gdzie się to zdarzyło? A tu, w Polsce. Czytaj
Niesłabnąca sympatia, którą ponad połowa Polaków darzy rząd Platformy to prawdziwy fenomen. I dowód na to, ile dobrego może zdziałać umiejętna polityka informacyjna i PR. Nie na darmo, w oczekiwaniu na cud gospodarczy i drugą Irlandię, ochrzciliśmy Donalda Tuska mianem PRemiera.
Jak się okazuje, ekipa specjalistów od wizerunku w rządzie ma się jeszcze powiększyć. Teraz każdy z ministrów będzie miał własnego doradcę.
Cóż, rządy zatrudniają PR-owców. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Szkoda tylko, że politycy Platofrmy wstydzą się do tego przyznać, choć i tak za wszystko płacimy my, z własnej kieszeni.
Oddajmy głos dziennikowi "Metro":
Polski rząd wzoruje się na europejskich. Z tą jednak różnicą, że tam specjaliści od PR oficjalnie pracują w ministerstwach - mówi specjalista ds. public relations z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Jerzy Olędzki (...)
Tymczasem - jak ustaliło "Metro" - specjaliści od wizerunku naszych ministrów pracują na zlecenia. Sami ministrowie oficjalnie do takich doradców się nie przyznają. Mało tego: Centrum Informacyjne Rządu, ani rzeczniczka Agnieszka Liszka nie odpowiedzieli gazecie na pytanie ile kosztują usługi PR-owców dla rządu i jak są księgowane te wydatki.
Z wyliczeń gazety wynika, że może to być nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie na jedno ministerstwo. Plus szkolenia parlamentarzystów z tego jak występować przed kamerą, odpowiadać na pytania dziennikarzy i zachować się na przyjęciu u ambasadora.
Dokładne kwoty to tajemnica. To nas niepokoi. Bo gdyby suma była w miarę rozsądna, z pewnością byśmy ją już znali. Dlatego żądamy ujawnienia zarobków rządowych PR-owców! Jako wyborcy mamy do tego święte prawo – w końcu to my ich opłacamy.
Ty też chcesz wiedzieć, za ile polubiłeś ten rząd?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
$$$ PO 4 Ever $$$
Cynizmowi kameleonów z Platformy towarzyszyły przez minione dwa lata skrajnie destrukcyjne działania w opozycji, niechęć do popierania postulatów najbardziej nawet niezbędnych dla kraju, jeśli tylko wychodziły one ze strony członków rządu. Tę destrukcyjną opozycyjność posunęli politycy PO do niepojętych wręcz rozmiarów. Moja teza wywoła na pewno gwałtowne sprzeciwy platformowych propagandystów. Postaram się więc ją udowodnić w oparciu o rozliczne świadectwa publicystów, celowo wybierając na początek postacie z lewicowo-liberalnej flanki.
Komentarz Dziennik Polski (Kraków) 2008-04-25 | www.michalkiewicz.pl
Rosjanie mają znakomite porzekadło, wyśmiewające ludzi uciekających się w każdym przypadku do szalenie skomplikowanych wyjaśnień. Powiadają, że łarczik prosto atkrywajetsia, to znaczy że szkatułka zwyczajnie się otwiera. I właśnie mamy znakomity przykład trafności tego spostrzeżenia dzięki nowej inicjatywie pana posła Janusza Palikota. Już starożytni Rzymianie zauważyli, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem i to wyjaśnia szczególną pozycję w Platformie Obywatelskiej posła Palikota, który zresztą nie jest żadnym osłem, tylko filozofem. Zachęcony powodzeniem swego molestowania prezydenta, by ogłosił komunikat o stanie swego zdrowia poseł Palikot wyszedł z kolejna inicjatywą, by zwolnić wszystkich urzędników mianowanych w latach 2005-2007. Ale chyba nie wszystkich z roku 2005, bo PiS wygrał wybory dopiero jesienią, a wcześniej Polską administrował rząd premiera Belki, do którego poseł Palikot chyba nic nie ma, podobnie jak do mianowanych przezeń urzędników? Poseł Palikot zaznacza, że nie chodzi mu o to, by posady po zwolnionych urzędnikach obsadzać faworytami Platformy Obywatelskiej. W to chętnie wierzę, bo te posady prawdopodobnie zostaną obsadzone faworytami byłych Wojskowych Służb Informacyjnych. Po to właśnie oddały one do dyspozycji PO swoje telewizje, agenturę w innych mediach i zasoby finansowe. Teraz Platforma musi za tę przysługę zapłacić i poseł Palikot delikatnie o tym swoim partyjnym kolegom przypomina. Czyżby cieszył się większym zaufaniem, niż nawet sam Donald Tusk?
Za okazywaną na co dzień skrajną bezprogramowością i nijakością PO kryje się skrzętnie ukrywane prawdziwe, jakże kompromitujące oblicze tej partii. Jakże celnie wypunktował ten fakt już 20 września 2005 r. w "Naszej Polsce" znany ekonomista Janusz Szewczak, stwierdzając: "Platforma nie może mieć programu gospodarczego, bo nie jest reprezentacją interesów ogólnonarodowych, tylko maleńkiej grupki najbogatszej części, 1-2 proc. polskiego społeczeństwa. I tak jest od lat, od czasu Kongresu Liberalno-Demokratycznego, określanego mianem aferałów, powołującego się na zasadę, że 'pierwszy milion dolarów trzeba ukraść' (...)".
Dodajmy do tego jakże druzgocącą diagnozę stanu PO, która wyszła spod pióra jednego z najwybitniejszych publicystów, współpracownika "Niedzieli" i "Najwyższego Czasu!" - Mariana Miszalskiego. W jego ocenie: "Platforma Obywatelska stała się więźniem własnej przeszłości: pookrągłowego rodowodu, KLD-owskiego aferalstwa, politycznego współżycia Unii Wolności z żydowskim lobby politycznym, i tego wszystkiego, czym ta miła, łatwa i przyjemna symbioza z czerwono-różową sitwą po drodze jeszcze obrosła. Powinna mieć pretensje głównie do samej siebie. Może przydałoby się jakieś 'przewartościowanie', jakiś kongres 'rozliczeniowo-obrachunkowy'?" (por. M. Mieszalski: Sss... sss... sss..., "Najwyższy Czas!" z 28 stycznia 2006 r.).
- Dlaczego zgodził się Pan na uroczyste wręczenie Panu medalu ku czci największego niemieckiego polakożercy lat dwudziestych Gustawa Stresemanna?
- Dlaczego w 2006 r. jako sekretarz kapituły Orderu Orła Białego sprzeciwił się Pan przyznaniu Orderu Orła Białego (pośmiertnie) generałowi Augustowi E. Fieldorfowi i rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu? Czy można w ogóle porównać Pana zasługi jako kawalera Orła Białego z zasługami dwóch wspomnianych bohaterów?
- Dlaczego, będąc oficjalnym gościem Izraela jako polski minister spraw zagranicznych, milczał Pan jak grób w parlamencie izraelskim w czasie, gdy obrażano Pana kraj, gdy Polaków publicznie nazywano współwinnymi wraz z Niemcami zagłady Żydów (robił to m.in. wiceprzewodniczący parlamentu R. Rivlin)?
- Jeśli nie miał Pan odwagi na publiczną polemikę z antypolskimi oszczerstwami, dlaczego nie wyszedł Pan z sali, jak doradzała Panu większość polskiej delegacji?
- Dlaczego kłamał Pan (w 2000 r.), że Polaków zaatakował w Knesecie tylko "głupi ekstremista"?
- Dlaczego używa Pan bezprawnie tytułu profesora w sytuacji, gdy jest Pan tylko maturzystą, absolwentem gimnazjum? Jak wiadomo, obowiązują twarde reguły: aby zostać profesorem, trzeba mieć magisterium, doktorat i habilitację, a żadnej z tego typu prac Pan nie obronił, nie mówiąc o skończeniu studiów.