Związki cywilne osób tej samej płci, tam gdzie dopuszcza je prawo, powodują mnóstwo komplikacji: kulturowych, psychologicznych - i prawnych. Czytaj
Podobno dzisiejsze święto jest głównie po to, by nie trzeba było ściągać flag między 1 a 3 maja. Jednak coraz więcej w Polsce osób, wieszających biało-czerwoną dobrowolnie. I z dumą. Czytaj
56-letni mieszkaniec Milwaukee o jakże swojsko brzmiącym nazwisku Keith Walendowski odpowie przed sądem za wielokrotne postrzelenie z obrzyna swej kosiarki do trawy. Bo nie chciała zapalić. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Darrel Brudevold, urzędujący od 12 lat burmistrz, nie krył rozczarowania. Zazwyczaj na wyborach frekwencja jest bowiem całkiem przyzwoita.
Powiedziałbym, że nawet pół tuzina ludzi przychodzi do urn.
To rzeczywiście sporo - 25 procent uprawnionych. Pillsbury liczy bowiem 24 mieszkańców.
Brudevold nie miał kontrkandydata. Jego żona Ruth nie musiała z nikim walczyć o mandat radnej miejskiej. Jeden z dwóch. Burmistrz nie wini jednak obywateli za brak chęci do korzystania z demokracji.
Ludzie mają pracę, są zajęci. Po prostu tak jakoś wyszło, że podczas głosowania akurat nikogo nie było w mieście.
W założonym w roku 1911 Pillsbury jest 11 domów. Miasteczko jest tak małe, że nie było gdzie zorganizować punktu wyborczego. Mieszkańcy musieli pojechać do sąsiedniego Sibley. Ale to ponad 20 kilometrów. Nikomu się nie chciało.
Zasadniczo w miasteczku nie ma nic - poza barem, gdzie można dobrze zjeść, salonem piękności i pocztą.
Pocztę prowadzi burmistrz. Jego żona, radna miejska - salon piękności. Na wybory... nie poszła. Była zajęta. Podobnie jak jej mąż, burmistrz. Który miał na głowie sianokosy.
Miałem robotę. Musiałem to zebrać przed deszczem.
Brudevold pozbawiony jest złudzeń odnośnie przyszłości demokracji w Pillsbury. Zamierza poprosić o radę stanową komisję wyborczą - ale wątpi, by coś uległo zmianie.
Jesteśmy małą społecznością. Jak cię raz wybiorą, będziesz to robił do śmierci.
Pillsbury. Miasto ze snu każdego polityka.
A swoją drogą, za kilka miesięcy Amerykanie wybiorą nowego prezydenta: "lidera wolnego świata".
O ile nie będą zbyt zajęci.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
świata moze i tak ale obłudy
http://loveispossible.blog.onet.pl/