Podobno dzisiejsze święto jest głównie po to, by nie trzeba było ściągać flag między 1 a 3 maja. Jednak coraz więcej w Polsce osób, wieszających biało-czerwoną dobrowolnie. I z dumą. Czytaj
Związki cywilne osób tej samej płci, tam gdzie dopuszcza je prawo, powodują mnóstwo komplikacji: kulturowych, psychologicznych - i prawnych. Czytaj
Rejonowy sąd w Połtawie skazał na cztery miesiące pozbawienia wolności parę, która przez długi czas zabijała koty w celach, nazwijmy to, aprowizacyjnych. Czytaj
Wybranie przez Niemców Polski na miejsce przeprowadzenia Holokaustu staje się dla naszego kraju przekleństwem. Czytaj
Wizerunek kontrowersyjnej maskotki trafił na łamy jednej z polskich gazet. Czytaj
Ale to nie oznacza wcale, że nie może być naprawdę ostro. Czytaj
No bo przecież nie musiała być tak wyzywająco ubrana, prawda? Czytaj
Polska prowincja często okazuje się być gniazdem zepsucia i seksualnej patologii. Czytaj
W tej sprawie skandal goni skandal. Co się jeszcze zdarzy? Czytaj
Policja mówi, że to legalne, ale nie poleca takiego źródła zarobkowania. Czytaj
Kilka dni temu świętowaliśmy rocznicę wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. Lecz czy rzeczywiście jest co czcić? Czytaj
Darrel Brudevold, urzędujący od 12 lat burmistrz, nie krył rozczarowania. Zazwyczaj na wyborach frekwencja jest bowiem całkiem przyzwoita.
Powiedziałbym, że nawet pół tuzina ludzi przychodzi do urn.
To rzeczywiście sporo - 25 procent uprawnionych. Pillsbury liczy bowiem 24 mieszkańców.
Brudevold nie miał kontrkandydata. Jego żona Ruth nie musiała z nikim walczyć o mandat radnej miejskiej. Jeden z dwóch. Burmistrz nie wini jednak obywateli za brak chęci do korzystania z demokracji.
Ludzie mają pracę, są zajęci. Po prostu tak jakoś wyszło, że podczas głosowania akurat nikogo nie było w mieście.
W założonym w roku 1911 Pillsbury jest 11 domów. Miasteczko jest tak małe, że nie było gdzie zorganizować punktu wyborczego. Mieszkańcy musieli pojechać do sąsiedniego Sibley. Ale to ponad 20 kilometrów. Nikomu się nie chciało.
Zasadniczo w miasteczku nie ma nic - poza barem, gdzie można dobrze zjeść, salonem piękności i pocztą.
Pocztę prowadzi burmistrz. Jego żona, radna miejska - salon piękności. Na wybory... nie poszła. Była zajęta. Podobnie jak jej mąż, burmistrz. Który miał na głowie sianokosy.
Miałem robotę. Musiałem to zebrać przed deszczem.
Brudevold pozbawiony jest złudzeń odnośnie przyszłości demokracji w Pillsbury. Zamierza poprosić o radę stanową komisję wyborczą - ale wątpi, by coś uległo zmianie.
Jesteśmy małą społecznością. Jak cię raz wybiorą, będziesz to robił do śmierci.
Pillsbury. Miasto ze snu każdego polityka.
A swoją drogą, za kilka miesięcy Amerykanie wybiorą nowego prezydenta: "lidera wolnego świata".
O ile nie będą zbyt zajęci.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
świata moze i tak ale obłudy
http://loveispossible.blog.onet.pl/