Kryzys w USA przedstawiany jest chyba w polskich mediach nieco zbyt delikatnie. Skoro ojcowie sprzedają już tam czternastolatki za 100 skrzynek piwa? Tyle że tak naprawdę było zupełnie inaczej. Czytaj
Na konferencji nauczycielskiej w Moskwie przedstawiono koncepcję nowego, przygotowywanego do druku podręcznika "Historia Rosji 1900-1945". Zawiera on treści, które wywołają niejeden skandal. Czytaj
"Dziennik" publikuje dziś fragmenty wewnętrznych instrukcji propagandowych rządu dla posłów - jak odpowiadać na pytania dziennikarzy. Lektura dość smakowita. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Opowieść o pułkowniku SS Johannie Bachu celowo skonstruowano dość topornie. Przy odrobinie dobrej woli oszustwo łatwo było zdemaskować. Zamiast tego, media jęły wzbogacać je o... nowe szczegóły.
Zaczęło się od e-maila, stanowiącego jakoby informację dla prasy ze strony niemieckiej rządowej organizacji "Perus Narkp", zajmującej się tropieniem hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.
Mówiła ona, że w piątek na granicy stanów Karnataka i Goa aresztowano 88-letniego Johanna Bacha, byłego oficera Waffen-SS, osobiście odpowiedzialnego za śmierć 12 tys. Żydów.
Wiadomość opublikowały media lokalne Goa, Hubli i Balgaum. Wówczas oficerowie ekspozytury wywiadu stanu Karnataka wysłali informację do sztabu w Bangalore. Ten poinformował miejscową policję.
Dlatego też, gdy media skontaktowały się z zastępcą dyrektora generalnego policji stanu Shankarem Bidari, ów potwierdził, że wie o sprawie. Jednak wyjaśnił, że policja i służby bezpieczeństwa nie biorą w tym udziału, zaś informacja była ustna, więc nie może ostatecznie zweryfikować jej prawdziwości.
Jak łatwo się domyślić, dla mediów w jego wypowiedzi liczyło się tylko "policja wie o sprawie". Tymczasem afera trafiła do gazet centralnych - gdzie przeszła kolejne metamorfozy.
"The Telegraph" w Kalkucie szeroko opisał w niedzielę, w jaki sposób Bach trafił do Indii. Podał też sensacyjną historię jego zatrzymania, w której był niemiecki wywiad, izraelscy turyści, unikalny fortepian skradziony w czasie wojny, a nawet szaleńczy pościg przez dżunglę za prawie 90-letnim dziadkiem.
W relacji "Deccan Herald" noszący nazwisko słynnego kompozytora nazista sam stał się znakomitym pianistą. Nikt nie wpisał do Google jakże z niemiecka brzmiącej nazwy obozu koncentracyjnego "Marsha Tikash Whanaab", którego Johann Bach był jakoby komendantem.
Centralna agencja NewIndPress jeszcze wczoraj koło południa omówiła sprawę, włączając do niej Interpol i siły porządkowe Indii.
Weekendowa histeria medialna zaniepokoiła wreszcie niemiecką ambasadę w New Delhi i konsulat w Mumbaju. Oświadczyły one wczoraj, że nie mają żadnych informacji o aresztowaniu - nie mogą też potwierdzić istnienia organizacji "Perus Narkp".
Z gazetą "The Indian Express" skontaktowali się wreszcie dziennikarze "Der Spiegel". Którzy uświadomili jej, że indyjskie media zostały bezlitośnie nabrane - w niemieckich spisach zbrodniarzy wojennych żadnego "Johanna Bacha" nie ma. "Indian Express" jako pierwszy napisał wczoraj, że cała sprawa mogła być kawałem blogerów.
Wówczas obudził się również "The Telegraph" - jedna z pierwszych gazet, które dały się nabrać. Dziennikarze zorientowali się, że "Perus Narkp" to anagram słów "Super Prank" - kawał nad kawałami. Potwierdzili, że informacji zawartych w mailu od rzekomej organizacji nie da się nigdzie zweryfikować. Słowem, przyznali się, że dali ciała.
Gwoździem do trumny reputacji indyjskich mediów będzie chyba zapowiadana na dziś publikacja autorów oszustwa - wpływowej platformy blogerskiej Pen Pricks. Izraelska gazeta "Ha'aretz" już nie może wyjść z podziwu, jak czołowe gazety Indii mogły się dać tak wyprowadzić w pole. Jak? Bardzo łatwo.
Trzy lata temu bardzo głośna była historia znalezionego na angielskiej plaży niemowy w przemoczonym garniturze. Media prześcigały się w wymyślaniu najbardziej fantastycznych historii na temat jego tożsamości.
Ktoś wspomniał dziennikarzom, że mężczyzna usiadł przy pianinie i chwilę pobrzdąkał. W mediach stało się to... pasjonującą opowieścią o wirtuozowskim koncercie fortepianowym.
Tajemniczy niemowa okazał się oszustem, zaś media wycofały się podkulając ogony. Jednak nie zmieniły swego postępowania. Jak gorzko konstatuje ostatni raport Project for Excellence in Journalism, pogoń za newsem czyni problem rzetelności i wiarygodności informacji drugorzędnym.
Informacje nie są sprawdzane nawet pod kątem zwykłego prawdopopodobieństwa. Depesze agencyjne wszyscy przepisują jak leci - do tego stopnia, że powtarzają trafiające się w nich błędy ortograficzne. Tak było w przypadku sensacji "Wprost" o udziale Gorbaczowa w zamachu na JPII.
Nikt niczego nie weryfikuje, zaś wszystkich rozgrzesza wzruszenie ramion - "to i tak michałek", czyli mówiąc żargonowo medialna zapchajdziura, ciekawostka. Ochłap, rzucony na odczepnego gawiedzi.
Informacja o "Johannie Bachu" też była "michałkiem" - więc nikt jej nie sprawdził. Okazała się dotkliwą kompromitacją, tylko co z tego. Przecież jutro ludzie zapomną, żądni świeżego wiadra medialnych ochłapów.
Jednak nie wszyscy. Indiom można pozazdrościć blogerów - którzy byli w stanie boleśnie poniżyć najpotężniejsze media, udowadniając im politowania godną indolencję.
Szkoda tylko, że w Polsce takich blogerów nie widać.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Może się jeszcze uaktywnią?
Bollywod ;]
To musialo chwycic.
Podejmujecie temat i smarujecie bzdury jak małe dzieci.