Kontrowersyjna minister edukacji Katarzyna Hall, zwana Anną Fotygą rządu Tuska, znów robi zamieszanie w polskiej szkole. Ale tym razem ma pomysł o niebo lepszy od osławionych matur z religii. Chce obniżyć wiek szkolny o rok. Czytaj
Odrobinę zdumiewające wytyczne programowe dla przedszkoli wystosowało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Katarzyna Hall stawia przedszkolakom poprzeczkę wysoko. Wyżej, niż... dorosłym. Czytaj
Zwycięstwo Romana Giertycha zza grobu. Nowa minister edukacji w tym roku zostawi mundurki w szkołach. Co będzie za rok? Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Pisaliśmy niedawno, jak katastrofalnie przedstawia się sytuacja z nauczaniem angielskiego w szkołach. A jednak znów okazuje się, że Polak albo nie robi nic, albo wpada w jakiś szaleńczy entuzjazm. I maluje trawę na zielono.
Doświadczenia krajów europejskich, pisze dziś "Dziennik", uczą nas że najwyższy wskaźnik anglojęzyczności jest tam, gdzie w telewizji filmy są w oryginale. Nie ma lektora, tylko napisy. To wielka prawda. Jednak "Dziennik" w swym entuzjazmie nie podaje, co tu właściwie jest skutkiem, a co przyczyną. Może filmy w oryginale wprowadzono dlatego, że był wysoki wskaźnik anglojęzyczności?
"Dziennik" ma też taką słuszną akcję, pod nazwą "English First. Po pierwsze angielski". I ona przynosi rezultaty. Mianowicie MEN postanowiło, że od września 2009 r. wszyscy uczniowie będą objęci obowiązkową nauką angielskiego.
Bardzo to piękne. Kłopot tylko w tym, że MEN może sobie postanawiać, co tylko chce - nawet podróż kajakiem na Księżyc. Nie chcemy być marudni, ale dość trudno chyba uczyć angielskiego bez anglistów. Ci zaś odbierają ostatnio dyplomy wyłącznie po to, by wyjechać do Anglii.
Program może się tedy okazać kolejną, szumną fikcją, podjętą dla uspokojenia sumień. Podobnie jak nowy pomysł: likwidacja lektorów. Czyli w praktyce selektywna dyskryminacja w imię wyższych celów.
Dla przykładu: co z przeciętnym polskim seniorem? Czy babcia i dziadek będą musieli siedzieć z nosem przyklejonym do ekranu, bo w inny sposób nie rozczytają literków?
Czy nie jest to przypadkiem kolejny przykład właściwej naszej nacji skłonności do myślenia magicznego, jaka cechowała wszystkie przekształcenia ustrojowe po roku 1989? Czy filmy w oryginale nie powinny pojawić się dopiero wtedy, gdy odpowiedni odsetek widzów będzie je w stanie zrozumieć? Czy konieczne jest uszczęśliwianie na siłę przez kolejną radę mędrców, która oczywiście wie lepiej?
I ślepo słucha tzw. zagranicznych ekspertów. Jak swego czasu Leszek Balcerowicz, w którego ślady idzie obecnie pani minister Katarzyna Hall.
Film w wersji oryginalnej z napisami zwiększa osłuchanie z językiem i pozwala opanowywać całe zwroty. To potężne wsparcie dla paru godzin nauki w szkole. Zresztą doskonale ilustrują to przykłady tych krajów, które zrezygnowały z lektora czy dubbingu. Wprowadzenie napisów w sposób oczywisty i stosunkowo szybki poprawi znajomość języków obcych, zwłaszcza angielskiego.
Bez wątpienia: obcowanie z językiem w telewizji na pewno pomoże, zwłaszcza na wyższym poziomie zaawansowania - ale nikogo języka nie nauczy. I nie rozwiąże w sposób psiejski-czarodziejski wszelkich problemów. Najpierw trzeba po prostu posłać ludzi na kursy - a potem mogą sobie język szlifować na filmach w telewizji.
Musimy się niestety przeciwstawić zgodnej, zdaniem "Dziennika", opinii ekspertów. Wygląda nam ona raczej na trochę oderwane od rzeczywistości koncepcje pięknoduchów. Podobnie sądzą telewizje: uważające tego typu eksperyment za zbyt kosztowny - i niosący zbyt wysokie ryzyko. Zniechęcenia do siebie widzów.
Owszem - Szwecja decyzją rządu przeszła swego czasu na oryginalne wersje filmów. Ale towarzyszył temu bardzo szeroki, subsydiowany przez państwo program masowych, publicznych kursów językowych. Tego się nie uniknie.
Ogłaszanie czarodziejskiego panaceum świadczy jedynie o tym, że elity żyją we własnym świecie. Zmienianie ludzi z dnia na dzień, na siłę, rządowym dekretem zawsze pachnie niepokojąco totalitarnie.
U nas, jak zwykle, kosmetyka ma zastąpić wszystko. Zamiast solidnej pracy, która jest przecież długa i nudna, rzuca się wielką, efektowną myśl. Z której i tak nic nie będzie, ale przynajmniej wyjdziemy na mądrych. I bardzo elitarnych.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Z przymusu nikt się jeszcze języka nie nauczył jak sam nie chciał.
Każdy z nas ma prawo do decydowania, czy chce się angielskiego uczyć, czy też nie.