Minister Zdrowia wkurzyła kobiety już po raz drugi. Tym razem - solidnie. Po zakazie "cesarek" na życzenie - centralny rejestr wszystkich ciąż. Taki mały totalitaryzm - łamiący, tak mimochodem, zasadę tajemnicy lekarskiej. Czytaj
Kopacz wkurzyła już Polki dwukrotnie: "cesarki" i "ciążospis". Teraz twierdzi, że Polski nie stać na cywilizowane, znieczulone porody dla swych obywatelek. Ale to nic. Przecież "natura" chce, by Polki bolało. Za to nie chce tego... PiS! Czytaj
Do roku 2020 kobiet-milionerów będzie więcej niż bogatych mężczyzn, ocenia bank inwestycyjny Barclays. Coraz więcej panów zamierza to wykorzystać. Dla brytyjskiego Cosmpolitan jest to nowy trend społeczny. A może i polityczny. Czytaj
Jest śmiesznie i nikt nikogo o antysemityzm nie posądza. No, prawie. Czytaj
Skandal goni skandal. W tej samej szkole! Czytaj
Gimnazjalistka stojąca przy taśmie 24 godziny non stop - to zwykły widok w jednym z zakładów pod Legnicą. Czytaj
Warszawskie gimnazjalistki już wiedzą jak sobie radzić w życiu. Czytaj
Uciemiężona maturzystka staje się nową gwiazdą walki o wolność. Czy o co oni tam teraz walczą. Czytaj
Brytyjscy bezrobotni z okolic Norwich są zszokowani nową strategią jednej z miejscowych firm. Czytaj
To nie żart, to nauka. No, prawie. Czytaj
Dla wyznawców Chrystusa Pakistan to piekło na ziemi. Czytaj
Półtora roku pracy wywróci się o jeden dokument? Czytaj
Bo to wszystko dlatego, że jesteście młodzi, głupi i Boga w sercu nie macie. Czytaj
W Polsce media ułatwiają sobie życie w sposób następujący. Najpierw sztucznie polaryzują krajobraz, wyodrębniając dwa stanowiska - czarne i białe. A potem stwierdzają, że prawda leży gdzieś pośrodku. To się sprawdza w większości zagadnień - aborcji, in vitro, czy sławnej "14-letniej Agaty". Podobnie zaczyna się dziać wokół cesarskich cięć.
Według planowanych przez Ministerstwo Zdrowia wytycznych, cesarskie cięcie na życzenie rodzącej ma zostać uznane za błąd w sztuce lekarskiej. Tak sugeruje Polskie Towarzystwo Ginekologiczne. Ewa Kopacz:
Cesarskie cięcia mają się odbywać tylko wtedy, kiedy będą ku temu wskazania medyczne. Te zabiegi nie są obojętne dla zdrowia kobiety.
To prawda. Jakikolwiek zabieg chirurgiczny, gdy nie uzasadnia go potrzeba medyczna, oznacza poruszanie się na granicy etyki lekarskiej - która bezwzględnie zakazuje działań zbędnych, mogących pacjentowi zaszkodzić.
Tyle że w takim wypadku na granicy etyki zawodowej funkcjonuje cała, gwałtownie rozwijająca się gałąź medycyny - chirurgia plastyczna. Wykonująca mocno inwazyjne i grożące powikłaniami zabiegi najczęściej bez żadnych wskazań medycznych - wyłącznie na życzenie pacjenta.
Śliską sprawą jest też odebranie kobiecie prawa do decydowania o sobie. Owszem - moda na "cesarki" przyszła do nas z Zachodu, gdzie praktyka ta jest mocno nadużywana. Argumentem kontra są groteskowe przypadki gwiazd ekranu i piosenki, które rodzą przez cesarskie cięcie wyłącznie dlatego, że o wiele ławiej jest po takim zabiegu... wrócić do figury sprzed ciąży.
"Cesarka" to dość poważny, bardzo inwazyjny zabieg chirurgiczny. Ale i poród naturalny nie jest wesołą zabawą. Zdarzają się powikłania całkiem nieoczekiwane, rozległe i trudno gojące się pęknięcia tkanek, wreszcie - lęk przed bólem skurczowym, który wiele kobiet paraliżuje, a którego, zdaniem ekspertów, żaden mężczyzna by nie przeżył.
Organizacje lekarskie na całym świecie zalecają minimalizowanie ilości cesarskich cięć. Ale czy nie powinno się to dokonywać raczej przez rozmowę z pacjentką i uświadomienie jej zagrożeń, niż administracyjny zakaz? Może nie jest to aż "ubezwłasnowolnienie", jak oceniają organizacje feministyczne, ale na pewno przykład nieszczęsnej polskiej tradycji, że rząd wie lepiej, co jest dobre dla obywatela.
Tymczasem Polki chcą rodzić szybko. Powołanie kobiety do cierpienia, biblijne "w bólach rodzić będziesz", przemawia nie do wszystkich. W tej chwili na 400 tys. porodów rocznie 12 tys. to "cesarki" na życzenie. Z każdym rokiem ilość zabiegów rośnie stabilnie o 2-3 procent.
Słowem, zjawisko jest marginalne i dotyczy głównie kobiet zamożniejszych, które leczą się prywatnie. Zdaniem "Dziennika", z takiej opcji korzystają głównie panie "w średnim wieku", co dla gazety oznacza "30-36 lat" (!). Są one podobno "wyedukowane przez kobiece pisma" oraz "osiągnęły już bardzo wysoką pozycję społeczną i zawodową". W związku z tym chcą, by poród jak najmniej ingerował w ich życie.
Sądząc po tonie prawicowej gazety sprawa czysto medyczna, zgodnie z mechanizmem opisanym na wstępie, zaczyna się robić ideologiczna. Tylko patrzeć, jak ogłoszone zostanie, że na "cesarkę" decyduje się tylko matka wyrodna.
Tymczasem można zadać pytanie: co Ewę Kopacz obchodzi, co Polki robią za własne pieniądze w prywatnych klinikach? Czy to nie kolejny przykład myślenia takiego, jak w sprawie zakazu aborcji - gdzie wielokrotnie pojawiała się intencja, by "obronić kobietę przed nią samą"?
W praktyce zakaz Ewy Kopacz doprowadzi wyłącznie do tego, że lekarze zaczną odrobinę naciągać wskazania medyczne - i coraz więcej zabiegów będzie się wykonywać "z przyczyn psychologicznych". Po konsultacji z psychologiem, który oficjalnie potwierdzi "wysoki poziom lęku" u pacjentki. Usługa zapewne podrożeje. Tak jak aborcja - odkąd jej "oficjalnie" zakazano.
Słowem, wszystko zostanie po staremu. Ale Ewa Kopacz będzie miała czyste sumienie i powód do zadowolenia z siebie. A to przecież najważniejsze.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Haloo ! a gdzie jest reformatorka szpitali
Niedługo będąc w ciąży nie będzie można pierdnąć bo będzie to podciągnięte pod próbę aborcji, zagazowania dziecka czy inne równie bezsensowne bzdety.
Dlaczego do k..nędzy nie mogę o sobie decydować????????
Zdecydowana i swiadoma .
Elektorat PO .
Niech Towarzystwo Mizoginiczne urządzi sobie procesję biczowników, a od brzucha i organizmu pacjenta - wara.