- Lepiej późno niż wcale. Sąd jest z całą pewnością stosownym miejscem, żeby publicznie rozstrzygać o sprawach publicznych - komentuje Grzegorz Braun. Czytaj
Prezydent Lech Kaczyński uważa, że byłoby to "brutalne". Trudno. Zróbmy to wreszcie. Czytaj
To normalne, że we władzach państwowych spółek są agenci - pisał niedawno Jarosław Jakimczyk w Money.pl. Ale gdy go zacytowaliśmy, oburzył się. Dlaczego? Czytaj
Oficjalnie Żydów jest w Polsce może ze 20 tysięcy. Nieoficjalnie - parę milionów. Knujących w ukryciu przeciw Polakom. Jak niegdyś Mickiewicz, Słowacki czy Stanisław August Poniatowski. Czytaj
Polska młodzież chce, by szkoła uczyła o seksie. Bo, jak się okazuje, nastolatki nad Wisłą to seksualni analfabeci, którzy pilnie potrzebują fachowej pomocy. Czytaj
Zaczęła się nieoficjalna żałoba narodowa po tragedii w Halembie. Pytanie, czy to musi tak wyglądać i czy musimy brać w tym udział. Czytaj
Dobrali się, trzeba przyznać. Czytaj
Beatyfikacja papieża osiadła na mieliźnie. Oficjalnie to sprawa procedur, nieoficjalnie - celowe wyhamowanie słynnego "Santo Subito". Czyżby JPII z jakichś powodów naprawdę nie zasługiwał na aureolę? Czytaj
Nastolatka zrobi bardzo wiele dla przedmiotów widzianych za sklepową szybą. No bo dlaczego nie? Czytaj
Tydzień temu w USA wywołał sensację tekst z "Newsweeka" - mówiący o tym, że Biblia nie zabrania małżeństw gejów. Ale jest nawet gorzej. Dokładnie przeczytane, Pismo Święte w ogóle homoseksualizmu nie odrzuca. Czytaj
Karol Karski z PiS rusza na odsiecz. Czytaj
W Internecie pojawiło się nagranie, które może narobić sporo kłopotów kandydatowi PO. Czytaj
Widzicie ten fotomontaż? Za jego umieszczenie w internecie 33 –letni nauczyciel angielskiego dostanie najprawdopodobniej pół roku więzienia w zawieszeniu, bo obraził uczucia religijne. Gdzie się to zdarzyło? A tu, w Polsce. Czytaj
Według "Rzeczpospolitej", pracownicy i współpracownicy Służby Bezpieczeństwa stanowili 10 proc. polskiej delegacji na igrzyska olimpijskie w Seulu w 1988, a swoje donosy i zdobyte informacje przekazywali Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który był wtedy szefem PKOl. Dziennikarze "Misji Specjalnej" twierdzą, że Kwaśniewski, gdy kierował Polskim Komitetem Olimpijskim, z własnej woli spotykał się z oficerami Służby Bezpieczeństwa pilnującymi polskich sportowców. "Rzeczpospolita" pisze:
Dziennikarze „Misji” dotarli do dokumentów sprawy o kryptonimie „Seul”. Wynika z nich, że aż dziesięć procent delegacji, która udała się do Seulu na igrzyska w 1988 roku, stanowili pracownicy i współpracownicy Służby Bezpieczeństwa. Spośród 229 członków polskiej ekipy 27 pracowało dla MSW. Agentami byli nie tylko sportowcy ale również lekarze, trenerzy i koordynatorzy dyscyplin.
Aleksander Kwaśniewski podczas rozmowy jaką z własnej inicjatywy odbył wówczas z oficerem SB interesował się przede wszystkim niebezpieczeństwem związanym z tym, że niektórzy sportowcy wykorzystają pobyt za granicą i wybiorą wolność czyli odmówią powrotu do kraju. SB informowała Kwaśniewskiego o swoich podejrzeniach co do poszczególnych sportowców.
Relacjonowała Kwaśniewskiemu, że zdobywca olimpijskiego złota w Moskwie – Władysław Kozakiewicz, który przybył do Seulu z Niemiec, gdzie wówczas mieszkał, może namawiać polskich kolegów do pozostania za granicą. Dziennikarzom TVP nie udało się uzyskać komentarza Aleksandra Kwaśniewskiego do tej sprawy
Trudno się dziwić, że Kwaśniewski nie chce komentować sprawy, która jest ostatnim gwoździem do jego politycznej trumny. Tylko czy ktokolwiek jest zdziwiony? "Dziennik" już niemal rok temu pisał na temat związków Kwaśniewskiego z bezpieką:
Z materiałów bezpieki wynika, że 29 czerwca 1983 r., gdy był on redaktorem naczelnym tygodnika "ITD", został zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie Alek.[...] W teczce byłego prezydenta nie ma śladu zobowiązania do współpracy, jakichkolwiek raportów, donosów czy ewentualnych zadań zlecanych "Alkowi". Brakuje też danych oficerów prowadzących tego agenta. [...]
W materiałach IPN nie brakuje natomiast innych smaczków z kariery obecnego lidera lewicy. W drugiej teczce Kwaśniewskiego dziennikarz "Faktu" natrafił na plik wniosków paszportowych obiecującego działacza organizacji młodzieżowych i PZPR.
W czasach PRL, gdy zwykli Polacy mogli pomarzyć co najwyżej o wczasach w Bułgarii lub nad węgierskim Balatonem, Kwaśniewski objechał niemal pół świata. Był m.in. na Cyprze, w Libanie, Syrii, Algierii, USA, RFN, Danii i Szwajcarii. Gdy w 1984 r. starał się o turystyczny wyjazd do Holandii... oszukał bezpiekę. Choć za kłamstwo groziła mu odpowiedzialność karna, we wniosku paszportowym napisał, że jest magistrem. Nabrał esbeków i dopiero po wielu latach prawda wyszła na jaw.
Warto też przypomnieć sprawę rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa, którego Kwaśniewski ponoć nigdy nie spotkał, choć zdjęcia mówią coś innego, albo - świadczące o jego moralnych predyspozycjach - ułaskawienie Zbigniewa Sobotki, który został skazany za przekazanie tajnych informacji o planowanej akcji Policji politykom powiązanym z działaczami samorządowymi ze Starachowic. O sławetnych "taśmach Oleksego", gdzie tak dosadnie go podsumowano, już nawet nie wspominam.
Ale czego się spodziewać po człowieku, który w "Sztandarze Młodych" z 2 maja 1984 pisze, że: "Wielomilionowe pochody potwierdziły, że coraz szersze poparcie społeczne zdobywa linia socjalistycznej odnowy, polityka partii i władz, praktyka realizacji uchwał IX Zjazdu PZPR, że coraz więcej osób rozumie, że postęp i lepsze perspektywy kraju określa praca, konsekwencja i wytrwałość, a nie gesty, pozory czy bierność"?
Wstyd mi za własny kraj, gdy okazuje się, że polskim prezydentem został PRLowski aparatczyk związany z bezpieką. Bez oglądania się na polityczne sympatie czy antypatie, trzeba zadać sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć: Czy taki życiorys uprawnia do zajmowania jakiegokolwiek publicznego stanowiska?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
PO 4ever
A na co tu można było liczyć?
Rosjanie pozwoliliby pozbyć się wpływów w Polsce w okresie transformacji?
Gdyby otworzyć sowieckie archiwa to dopiero byłby wstyd a może nawet coś gorszego.
Może lepiej nie wiedzieć.