Prezes PiS gada tylko z mężczyznami, którzy stoją. Czytaj
Lewica podsumowuje rząd i prezydenta prześmiewczym filmikiem. Tyle że strzela jak kulą w płot. Czytaj
Tragifarsa pod tytułem "Kto pojedzie" już się doczekała kpin. W sieci pojawia się coraz więcej satyrycznych obrazków z prezydentem, premierem i samolotem w rolach głównych. Czytaj
Czy potrzeba seksu zawsze przeważa nad rozsądkiem? Dowiemy się tego w wielkim eksperymencie, który zostanie przeprowadzony za kilka miesięcy. Czytaj
To nie żart, to nauka. No, prawie. Czytaj
Dziewczyna była regularnie dręczona przez kolegów i koleżanki. Bez większego powodu. Czytaj
Bóg sprawiedliwie obśmiewa wszystkie wielkie religie. Czytaj
Z młodymi klerykami, w nocy dorabiającymi jako prostytutki, zabawiał się dżentelmen, który niegdyś niósł trumnę Jana Pawła II. Czytaj
Wygląda na to, że seryjnego gwałciciela z Zielonej Góry w ogóle nie ma. Czytaj
Student Oksfordu nie uprawia seksu z byle kim. Czytaj
Stało się! Już kochamy kampanię wyborczą. Czytaj
Rzecznik ostrzega. I ma rację. Sami zobaczcie. Czytaj
Jarosławowi Kaczyńskiemu przysługuje ochrona BOR. Bo jest podobny do prezydenta. Ochrona składa się z dwóch smutnych panów w czerni, którzy chodzą za prezesem PiS wszędzie, nawet po Sejmie, służąc głównie do tak zbożnych celów jak przeganianie dziennikarzy.
Podobną rolę pełnią w terenie. Przykładowo, na Kongresie PiS, kiedy to prezes udzielał wywiadu jednej z telewizji na odgrodzonej krzesłami i sznurkiem przestrzeni, BOR-owcy wyrzucali wszelkich gapiów, żeby nie psuli kadru. Na najszczęśliwszych przy tym nie wyglądali, ale cóż, taka praca. Ciężka jest dola człowieka służącego państwu. Ale czego się nie robi dla chwały.
Jak się okazuje, takie historie to nie wyjątek. Życie BOR-owców Kaczyńskiego generalnie nie jest usłane różami. "Newsweek" opisuje, w jaki sposób ochranianie byłego premiera odbywa się na co dzień. Jeszcze do niedawna Kaczyński jeździł samochodem BOR, co ułatwiało im zadanie.
Teraz regularnie im się urywa. Woli partyjny samochód, z kierowcą PiS. Jedzie więc nasz wódz przodem, a za nim pomykają borowiki, jak pisze "Newsweek", wąchając spaliny partyjnego auta. Zdaniem gen. Mieczysława Gawora, byłego szefa BOR, w takich warunkach nie da się sprawować ochrony, przypomina to raczej asystę.
Mnie takie zachowanie prezesa specjalnie nie dziwi, wiadomo wszak, że od początku nie chodziło w tej zabawie o to, że ktoś lub coś mu zagraża, lecz o pokazanie, kto tu rządzi. O wymuszenie na ministrze Schetynie bzdurnej decyzji, bo inaczej go zakrzyczymy w mediach. Teraz zabawka się Kaczyńskiemu znudziła, więc została odstawiona na boczny tor i może sobie robić co najwyżej za ogon. I to dosłownie.
Widać ci słynni PR-owcy od nowego wizerunku uznali, że własny borowik to żaden szpan. Nie zrobi wrażenia na młodzieży.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
...
www.tnij.com/zuben
...sorry, nie ochronę a asystę...
Przypomnijmy PO na kampanię w Olsztynie wydało 81 tys. zł, a kandydata promowali m.in. minister sportu Mirosław Drzewiecki i szef MSWiA Grzegorz Schetyna, a w czwartek do "wybrania zmiany" zachęcał mieszkańców miasta premier Donald Tusk.
No ale, co na to Palikot?
Gdyby nie ta "ochronka" to nikt by go nawet nie zauważył...
Płacimy za widowiskową obecność Sratega - z naszych podatków.
Żeby ludzie nie widzieli, że musi jeździć w foteliku..