Zbigniew Ziobro, prezes wannabe, spotyka się potajemnie z jednym z największych wrogów Kaczyńskiego. A byli posłowie wieszczą chaos. Czytaj
Tylko dwaj zawodnicy liczą się w tym wyścigu. Czytaj
Co zrobić, żeby dokończyć proces upiększania polskich władz? "The Economist" już wie. Czytaj
Oficjalnie Żydów jest w Polsce może ze 20 tysięcy. Nieoficjalnie - parę milionów. Knujących w ukryciu przeciw Polakom. Jak niegdyś Mickiewicz, Słowacki czy Stanisław August Poniatowski. Czytaj
Polska młodzież chce, by szkoła uczyła o seksie. Bo, jak się okazuje, nastolatki nad Wisłą to seksualni analfabeci, którzy pilnie potrzebują fachowej pomocy. Czytaj
Dobrali się, trzeba przyznać. Czytaj
Karol Karski z PiS rusza na odsiecz. Czytaj
Nastolatka zrobi bardzo wiele dla przedmiotów widzianych za sklepową szybą. No bo dlaczego nie? Czytaj
Tydzień temu w USA wywołał sensację tekst z "Newsweeka" - mówiący o tym, że Biblia nie zabrania małżeństw gejów. Ale jest nawet gorzej. Dokładnie przeczytane, Pismo Święte w ogóle homoseksualizmu nie odrzuca. Czytaj
Beatyfikacja papieża osiadła na mieliźnie. Oficjalnie to sprawa procedur, nieoficjalnie - celowe wyhamowanie słynnego "Santo Subito". Czyżby JPII z jakichś powodów naprawdę nie zasługiwał na aureolę? Czytaj
Zaczęła się nieoficjalna żałoba narodowa po tragedii w Halembie. Pytanie, czy to musi tak wyglądać i czy musimy brać w tym udział. Czytaj
W Internecie pojawiło się nagranie, które może narobić sporo kłopotów kandydatowi PO. Czytaj
PiS jasno stawia warunki. Czytaj
Ostatnie takie urodziny, na których bracia nie mają może świata u swoich stóp, ale nadal ten świat jest na wyciągnięcie ręki. Za rok nie będzie już tak dobrze.
Dziś sytuacja nie wygląda jeszcze źle. PiS powiększył swój udział w europarlamencie, uzyskując w eurowyborach wynik lepszy niż w wyborach parlamentarnych 2005 roku. Lech Kaczyński ma ciągle jeszcze nie tylko matematyczne szanse na wygranie batalii o reelekcję - przez półtora roku może nawet udowodnić, że jest wysokim blondynem. Jarosław Kaczyński ma jeszcze z kolei dużo czasu na przeformatowanie swojej partii tak, by nie przekreśliła prezydenckich szans brata w wyborach 2010 i samego PiS w wyborach samorządowych w tym samym roku.
Wiele więc sznurków jeszcze w rękach braci i dzisiejsza impreza urodzinowa nie musi wcale wpędzać gości w niepotrzebną melancholię. Nie to co "dzień po". Bo nadciągają czarne chmury i jest coraz mniej czasu na ich uniknięcie albo znalezienie wygodnej kryjówki.
Idzie licho
Co gorsza, jak bumerang wraca dziś prztyczek ukuty przez PiS o Donaldzie Tusku. Przed wyborami 2007 politycy PiS podśmiewali się, że Tusk nie przeżyje trzeciej wyborczej porażki z rzędu i będzie musiał oddać ster w Platformie mniej pechowemu liderowi. I miej tu człowieku, pecha. Bumerang nie dość, że nie utrącił "chłopaka za podwórka", to jeszcze z większą prędkością wraca do ogródka, gdzie grilluje przy wymyślonym przez siebie grillu Jarosław Kaczyński.
Za rok o tej porze będzie już doskonale wiadomo, jakim kursem idzie kampania i wizerunek Lecha Kaczyńskiego. Jeśli takim jak dotychczas, 61-te urodziny braci odbędą się w cieniu nadciągającej totalnej klęski. I potrójnej. Klęski Lecha Kaczyńskiego, który będzie już mógł zacząć się pakować i zastanawiać nad swoją polityczną przyszłością. Jarosława Kaczyńskiego, obserwującego upadek prezydenta, którego sam wykreował i wymyślił. Oraz PiS, które wiążąc w toksycznym związku swoją kampanię samorządową (wybory lokalne odbędą się zapewne raze z I turą wyborów prezydenckich) z kampanią przegrywającego Lecha Kaczyńskiego, raczej na wszystkim nie skorzysta. I vice versa. Barwy klubowe PiS nikomu nie będą dobrze służyć.
Początki szaleństwa?
Prawdopodobny upadek imperium Jarosława Kaczyńskiego przepowiadają już coraz częstsze przypadki partyjnego szaleństwa. Szaleństwa typowego dla przeczuwających ostateczną klęskę mocarstw. Tego specyficznego rodzaju pomieszania paranoi, samooszukiwania i absurdalnych wewnętrznych wojen. Wiecie, że w długopisie jest podsłuch, a obcy wywiad ma dostęp do osobistego kucharza.
Sprawa z publicznym upokarzaniem Ziobry ("na jego miejscu uczyłbym się angielskiego po 6-8 godzin dziennie") na podstawie niedokładnie zasłyszanego cytatu nie miała prawa zdarzyć się jeszcze kilka lat temu, gdy Jarosław Kaczyński był wielkim strategiem przewidującym nie tylko kolejne ruchy przeciwnika, ale nawet swoje własne.
To dziś tylko czubek góry lodowej. Jak mówił ostatnio w wywiadzie dla "Dziennika" usunięty z PiS za rzekome kłopoty lustracyjne Marcin Libicki:
Kaczyński potrzebuje ludzi, którzy są wyprani z jakiegokolwiek indywidualizmu. Są od szeptania do ucha, od przedstawiania plotek. W PiS nie ma normalnego kanału przepływu informacji, nie ma sztabu, który referuje prezesowi sprawy. Prezes podejmuje decyzje jednoosobowo i to pod wpływem doraźnych informacji.
Bielan i Kamiński nie mają wpływu na Kaczyńskiego?
Mają. Ale tylko wtedy, kiedy z prezesem rozmawiają. Bo później przychodzi do prezesa ktoś inny i to on ma wpływ. Każdy ma wpływ, kto do prezesa w danej chwili przyjdzie.
Przyznacie, to nie do końca normalne. Wtóruje mu w "Rzeczpospolitej" kolejny wyklęty, Ludwik Dorn:
PiS pod mocno despotycznymi, sułtańskimi rządami prezesa Jarosława Kaczyńskiego znalazł się w stanie utajonej, niewidocznej anarchizacji. Różnego rodzaju intrygi, wzajemne podchody, koterie istnieją w polityce od zawsze, w każdym układzie rządzącym czy opozycyjnym.
Tylko czynnikiem bardzo mocno moderującym i tonizującym jest wiara we wspólne przedsięwzięcie. Otóż pan prezes Kaczyński tę wiarę we wspólne przedsięwzięcie w Prawie i Sprawiedliwości zabija.
Wszystko było OK, gdy partia wygrywała wszystko jak leci, ale Wielki Strateg zaczął przegrywać. Seriami i tej passy sam PiS nie odwróci. Potrzeba mu jak powietrza spektakularnych potknięć Platformy Obywatelskiej. Wynik eurowyborów pokazuje jednak, że "Tuski" na razie są na światowy kryzys znacznie bardziej odporne niż polska gospodarka. Być może dlatego, że wyborcy PO nie są w stanie uwierzyć, że w tych mrocznych czasach znacznie lepiej spisywałyby się PiS-owskie orły, które za wzór kryzysowej reakcji uznały w orędziu Lecha Kaczyńskiego tonącą Wielką Brytanię.
Znak Ziorro
A wszystko to w cieniu coraz większego balonu z napisem Zbigniew Ziobro, naturalnego następcy Jarosława i prawdę mówiąc jedynego, który, nie licząc obecnego prezesa dysponuje charyzmą konieczną do uzyskania posłuchu w partii, bez użycia metod policyjnych. Wymarzona kiedyś przez Kaczyńskiego Grażyna Gęsicka jako jego następczyni nadaje się do bycia pierwszą twarzą partii jak Leo Benhakker do wygrywania meczów na wielkich turniejach.
Odsyłając Ziobrę do europarlamentu Jarosław Kaczyński (świadomie) oddał ambitnemu politykowi z Krakowa wielką przysługę. Cokolwiek się będzie działo w PiS do wyborów prezydenckich 2010, dzielny Ziorro będzie na to patrzył z daleka i nawet sobie mankietów porażką nie pobrudzi. I będzie miał czas na polerowanie lśniącej zbroi, w której wróci, by objąć PiS we władanie.
Co dalej, bracie?
Polska polityka raczej przestanie dla Lecha Kaczyńskiego istnieć. Były prezydent nie zniży się do posłowania, żeby sobie po nim młode wilczki PO, lewicy i telewizji informacyjnych jeździły. Mógłby jedynie marzyć ewentualnie o szefowaniu rządowi, ale kto mu da wyborcze zwycięstwo skoro właśnie przegrał, a poza tym jego brat by się bardziej do tego nadawał. A kariera międzynarodowa? Jedyne kraje, gdzie prezydent nie powoduje gęsiej skórki znajdują się na wschodzie i nie mówimy o Rosji czy Chinach. Jeśli nikt nas nie chce, zostają już tylko suto opłacane wykłady. Tylko ktoś nas musi zaprosić.
A Jarosław? Jeśli jakimś cudem nie zrezygnuje z szefowania PiS po przegranej brata, będzie miał jeszcze rok na bawienie się partią do jesiennych wyborów do Sejmu w 2011. Raczej jednak jego "podwładni" nie będą chcieli czekać na piatą porażkę z rzędu. Swoimi rękami lub rękami Ziobry dokonają więc już w 2010 królobójstwa. Średnio możliwe, by Jarosław Kaczyński został w partii, w której nie będzie jednocześnie numerem od jeden do dziesięć.
Tu raz jeszcze Maciej Libicki:
On ma negatywną ocenę swoich szans. Przecież na zebraniach PiS prezes mówił: "ja już dwa razy w życiu partie zakładałem i mogę założyć też trzecią. Jak się komuś nie podoba, to może z PiS odejść".
W najbliższej przyszłości "komuś" może się gwałtownie zamienić we "wszyscy". Na pocieszenie braciom w ich urodziny możemy powiedzieć, że przynajmniej zaoszczędzą wtedy na druku urodzinowych zaproszeń. Odłożone pieniądze będą mogli przeznaczyć za to na druk programu Piątej Rzeczpospolitej. Niezbyt to rewelacyjny pomysł na polityczne bezrobocie, ale gdy zaczyna się od zera "pięć" to bardzo duża liczba.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
www.youtube.com/watch?v=g8gCM0iPpMQ&f...
Założymy się panie Madejczak, że te bzdety się nie sprawdzą?
Raca