Jeśli zebrać w całość wszystko to, co pisze prasa na temat Edwarda Mazura, okaże się, że mógł on pracować dla służb specjalnych trzech państw: Polski, USA i ZSRR. Mroczna prawda czy wariacki absurd? Czytaj
Skąd taka lista? A jakże - z opowieści Janusza Kaczmarka. Twierdzi on, że minister sprawiedliwości dawał różne smakowite "cynki" zaprzyjaźnionym dziennikarzom. Czy ich nazwiska opublikuje "Gazeta Wyborcza"? Czytaj
Dzisiejsza "Gazeta Polska" publikuje rozmowę z szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdanem Święczkowskim. Czytaj
Czy potrzeba seksu zawsze przeważa nad rozsądkiem? Dowiemy się tego w wielkim eksperymencie, który zostanie przeprowadzony za kilka miesięcy. Czytaj
To nie żart, to nauka. No, prawie. Czytaj
Dziewczyna była regularnie dręczona przez kolegów i koleżanki. Bez większego powodu. Czytaj
Z młodymi klerykami, w nocy dorabiającymi jako prostytutki, zabawiał się dżentelmen, który niegdyś niósł trumnę Jana Pawła II. Czytaj
Jest śmiesznie i nikt nikogo o antysemityzm nie posądza. No, prawie. Czytaj
Stało się! Już kochamy kampanię wyborczą. Czytaj
Rzecznik ostrzega. I ma rację. Sami zobaczcie. Czytaj
Student Oksfordu nie uprawia seksu z byle kim. Czytaj
Wygląda na to, że seryjnego gwałciciela z Zielonej Góry w ogóle nie ma. Czytaj
"Gazeta" snuje swą długą, pełną barwnych szczegółów opowieść, powołując się na "byłego oficera UOP, dobrze znającego sprawę". Zanim jednak oddaje mu głos, pisze o Edwardzie Mazurze tak:
Mazur współpracował ze służbami, najpierw z SB, potem jako konsultant w kontrwywiadzie UOP, w latach 1992-1996 penetrował środowiska biznesu, dyplomatyczne, powiązania polityków z gangsterami. Przekazywał informacje o byłych generałach SB, MO, z którymi bywał na popijawach, a to interesowało nową władzę, która chciała mieć kontrolę nad byłymi PRL-owskimi funkcjonariuszami - jakie interesy robią.
Podczas bankietów Mazur często wybierał w swoim telefonie komórkowym numer oficera kontrwywiadu UOP i rozmowy biesiadne przekazywał na żywo. Prowokował nawet rozmówców stwierdzeniami w rodzaju: "Kowalski to menda" i oczekiwał na reakcje.
Dziś polska prokuratura podejrzewa Mazura o nakłanianie do zabójstwa gen. Marka Papały. Sam Mazur siedzi w więzieniu w Chicago, czeka na decyzję sądu o ewentualnej ekstradycji do Polski. Ale czy jest winny? "Gazeta Polska" snuje wątpliwości, przypominając, że tuż przed śmiercią Papała wybierał się na Zachód:
Wciąż nie wiemy, kto i dlaczego tak bardzo obawiał się wyjazdu Papały za granicę, że wydał na niego wyrok śmierci. I jaki był w tym udział Mazura. (...)
Papała miał objąć stanowisko oficera łącznikowego polskiej policji w Brukseli, miał też zaproszenie od Mazura do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał szlifować język angielski. Jeśli to Mazur zlecił mord, powstaje pytanie, czemu to zrobił, skoro niebawem miałby Papałę u siebie, pod kontrolą?
W połowie lat 90. Mazur miał pracować dla wydziału przestępczości zorganizowanej w UOP, utworzonego przez Konstantego Miodowicza. Co dokładnie robił? Pisze "GP":
Miał swój udział m.in. w rozpracowaniu sfingowanej kradzieży 75 pistoletów z jednostki wojskowej na warszawskim Bemowie. Chodziło o skompromitowanie jednostki i wyprowadzenie jej z Bemowa, prawdopodobnie dlatego, że w tym miejscu miał powstać park rozrywki Michaela Jacksona. WSI, według naszego informatora, nie dopuściło, by UOP zakończył tę sprawę i "skręciło" ją.
Czyżby więc kolejny pozytywny wątek działalności Mazura? Co ciekawe, z tekstu w "GP" wynika, że szczyt współpracy Mazura ze służbami przypada na czas, gdy kierowali nimi ludzie dawnej opozycji antykomunistycznej (acz ci sami, którzy są dziś podejrzewani o udział w tzw. inwigilacji prawicy). - Gdy w 1996 r. doszła do władzy lewica, oficerom kontrwywiadu UOP kazano akta Mazura złożyć do archiwum - zauważa "Gazeta Polska". Mało tego. W tekście pada też sugestia, że Mazur mógł mieć związki z amerykańskimi służbami specjalnymi. Pod koniec lat 80. miał wziąć udział w amerykańsko-rosyjskiej rywalizacji o Polskę. Oto, co mówi na ten temat ów tajemniczy eksoficer UOP, cytowany przez "Gazetę Polską":
- W czasach PRL [Mazur] wynajmował apartament w "zatoce czerwonych świń" w warszawskim Wilanowie od firmy Dipservice. Obok niego miał apartament Władimir Ałganow. Właśnie tam, u Ałganowa i Mazura, schodziła się śmietanka lewicy i rozdawała karty. Ałganow zajmował się wtedy białym wywiadem. Według mnie on i Mazur rywalizowali o "tort" - jeden dla wywiadu amerykańskiego, drugi dla rosyjskiego.
Inna rzecz, że - jak podkreśla "GP":
W latach 1992-1996 Edward Mazur był konsultantem kontrwywiadu UOP, m.in. w spółce T., która zajmowała się prywatyzacją około 200 państwowych firm i wykupem długu FOZZ. W zarządzie T. było też kilku polityków z pierwszych stron gazet. (...)
[Mazur] i jego koledzy ze spółki T. mieli "naganiać" kandydatów do prywatyzacji. Wie, jak wykańczano wówczas konkurencję przy prywatyzacji i jak powstawały szybkie kariery biznesowe dzięki poparciu służb. Mazur wyszukiwał także amerykańskie firmy, które były zainteresowane wykupem FOZZ, sam też część tego długu wykupił.
Co zatem łączyło Mazura z gen. Papałą? Tu "GP" znów raczy nas ciekawostką:
Według byłego oficera UOP, gen. Papała przekazał Mazurowi notes Pershinga, który trafił do policji po zabójstwie mafiosa w Zakopanem, w którym znajdowało się wiele znanych nazwisk. Jeśli to prawda, powstaje pytanie: dlaczego dał go właśnie Mazurowi?
Mazur może teraz nim "grać". Podobno Papała chciał go udostępnić prokuraturze, ale napotkał silny opór w KGP.
Ciekawe czy Edward Mazur zacznie mówić? I co powie? O kim? Czy potwierdzą się rewelacje "Gazety Polskiej"?
I czy aby na pewno Edward Mazur okaże się w tej historii postacią negatywną?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Na szczęście Kaczyńscy to przelotny deszcz. Ledwie się przywitaliśmy, to już się z nimi będziemy żegnać (3 lata).
Spieszmy się kochać IV RP, tak szybko odchodzi...