Filmy i komunistyczna propaganda utwierdziły pokolenia Polaków w przekonaniu, że armia wrześniowa, która musiała stawić czoła dwóm bardzo silnym przeciwnikom, była przestarzała i technicznie niewydolna. Czytaj
- Nigdy nie byłem członkiem NKWD. Nasz oddział był tylko wykorzystywany przez tę organizację do zwalczania nazistowskich kolaborantów - tłumaczy wieloletni szef instytutu Yad Vashem. Czytaj
Wśród piasków i skał Afganistanu leżą kości setek tysięcy żołnierzy z całego świata. Ten kraj to przekleństwo dla każdego, kto się tam znajdzie. Czytaj
Po co oni to robią? Czytaj
"Kryminalne władze" dokonują kryminalnych czynów? Czytaj
Brutalna prawda prosto w oczy. Czytaj
Niewygodna prawda o katastrofie pod Smoleńskiem. Czytaj
Można odetchnąć pełną piersią. Czytaj
Rocznicowy pokaz miłości bliźniego trwa. Czytaj
Zjazd "Solidarności" to miał być mecz do jednej bramki. Ale coś poszło nie tak. Czytaj
Tak plecie szef parlamentarnego zespołu zajmującego się katastrofą smoleńską. Czytaj
Jest na to wyrok sądu. Czytaj
Był poranek 28 grudnia 1941 roku, gdy patrol niemieckiej żandarmerii we wsi Wszeliwy na granicy Generalnego Gubernatorstwa zatrzymał podejrzanie zachowujących się czterech Polaków. Łamaną niemczyzną wyjaśniali, że są robotnikami wracającymi do domów. Żandarmi zabrali "robotników" – popełniając największy, a zarazem ostatni błąd w życiu.
Niemcy wprowadzają aresztowanych do budynku swojego posterunku. Ledwie kilkanaście sekund później wszyscy żandarmi nie żyją. Polacy wyciągnęli ukrytą broń i zastrzelili zaskoczonych przeciwników.
Żandarmi mieli pecha. Trafili bowiem na właśnie zrzuconych cichociemnych – najlepiej wyszkolonych żołnierzy polskiego wojska, potrafiących zabijać gołymi rękami i posługiwać się każdym rodzajem broni.
Pierwszy GROM
Zapewne każdy Polak słyszał o istnieniu cichociemnych. Jednakże nie każdy wie, iż cichociemni nie byli "po prostu" ludźmi, którzy przylatywali do Polski na spadochronach. Cichociemni stanowili w rzeczywistości elitarną formację komandosów. Dziś można by ich porównać tylko do żołnierzy GROM (której to jednostce cichociemni patronują).
Pomysł utworzenia specjalnego oddziału spadochroniarzy pojawił się zaraz po wrześniowej klęsce. Zwolennikami powołanie takiej jednostki było dwóch oficerów: kpt. Maciej Kalenkiewicz oraz kpt. Jan Górski. Dzięki ich długotrwałym staraniom polskie dowództwo zdecydowało się pod koniec 1940 roku na zorganizowanie kursu spadochroniarzy.
Bardzo szybko przyjęto koncepcję, iż zrzucani do kraju żołnierze muszą być przygotowani do wypełniania najtrudniejszych zadań. Dlatego poddano ich niezwykle starannej selekcji, a następnie wszechstronnemu szkoleniu. Spośród 2413 ochotników zakwalifikowano do skoku nad Polską 579 osób, a jedynie 316 zrzucono.
Silent and unseen
W trakcie pierwszych szkoleń pojawiło się określenie "cichociemni". Prawdopodobnie pochodzi ono od stosowanej podczas kursów zasady brytyjskich sił specjalnych: silent and unseen (cicho i niewidocznie). Niektórzy wyjaśniają ta nazwę czym innym – ochotnicy na spadochroniarzy znikali nagle ze swych jednostek i odnajdywali się w kraju. Tak czy inaczej, termin bardzo szybko stał się znany. Także ze względu na wybitne osiągnięcia polskich cichociemnych.
Każdy z nich obejmował w strukturach państwa podziemnego ważną funkcję. Na przykład jednym z cichociemnych zatrzymanych w Wszeliwach był Alfred Paczkowski "Wania". Wkrótce po przedostaniu się do Warszawy objął on dowództwo nad III odcinkiem akcji "Wachlarz". Objeżdżając podległe sobie tereny wpadł w pułapkę białoruskiej kolaboracyjnej policji. Wraz z nim aresztowano także dwóch innych cichociemnych. Wszystkich trzech umieszczono w strzeżonym przez Niemców więzieniu w Pińsku i poddano brutalnemu śledztwu. Na pomoc kolegom pośpieszył jeden z najwybitniejszych cichociemnych – Jan Piwnik "Ponury".
Czterej cichociemni
18 stycznia 1943 roku ludzie "Ponurego" przeprowadzili w Pińsku jedną z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia. Jej opis niemal natychmiast trafił do konspiracyjnych wojskowych podręczników.
Tego dnia o godzinie 17.00 pod obsadzone przez Niemców wiezienie podjechał osobowy Opel prowadzony przez mężczyznę w mundurze oficera SS. Esesman nakrzyczał na strażnika i ten potulnie wpuścił auto na dziedziniec. Po chwili Niemiec nie żył. Z samochodu wyskoczyło bowiem czterech uzbrojonych ludzi, którzy ostrzeliwując się zaczęli otwierać bramę.
Zanim załoga więzienia zdążyła otrząsnąć się z zaskoczenia, obiekt został zaatakowany z następnych dwóch stron. Partyzanci wdarli się do budynku i po krótkiej walce oczyścili go z Niemców. Do opla czym prędzej zaprowadzono trzech cichociemnych. Gdy samochód odjechał pod więzienie podjechały dwie ciężarówki, do których spokojnie wsiedli pozostali uwolnieni ludzie. Na koniec jeden z partyzantów krzyknął po rosyjsku, że akcję przeprowadził sowiecki oddział.
Wojna nie skończyła się w 1945 roku
Paczkowski objął potem funkcję jednego z dowódców Kedywu. Piwnik zaś przeniósł do Gór Świętokrzyskich, które jego partyzanci praktycznie oczyścili z Niemców. Niestety, na skutek konfliktów wewnątrz AK został przeniesiony na Nowogródczyznę. Tam musiał od początku organizować oddział, co zresztą mu się świetnie udało. W krótkim czasie zebrał 700 ludzi i wziął udział w akcji "Burza". Zginął 16 czerwca 1944 w ataku na niemieckie pozycje.
Miesiąc później zginął kapitan Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz". Twórca koncepcji cichociemnych także został zrzucony w kraju – był jednym ze spadochroniarzy złapanych we wsi Wszeliwy. Podczas strzelaniny został ranny. Gdy powrócił do zdrowia objął funkcję w sztabie Związku Walki Zbrojnej (później AK) i opracował plan powszechnego powstania przeciw Niemcom. W 1944 roku przyszło mu ten plan realizować w polu. Podczas akcji "Burza" dowodził oddziałem na Kresach. Niemców udało się wyprzeć, ale wówczas nadciągnęli Sowieci – wcale nie lepsi. Kalenkiewicz zginął w walce z NKWD 21 sierpnia 1944 roku.
W stosunkowo krótkim czasie 4 lat zginęła aż jedna trzecia z 316 cichociemnych. 101 zginęło w walce z Niemcami. Ośmiu wkrótce po wojnie zamordowali komuniści. Jednakże najbardziej elitarni polscy żołnierze zadali wrogom znacznie większe straty. Oddziały dowodzone przez cichociemnych walczyły niezwykle efektywnie.
Jak to często u nas bywa, większość bohaterów nie doczekała się zbyt szybko uznania. Początkowo w PRL nie można było nawet wymieniać słowa "cichociemni". Dopiero w 1990 roku oficjalnie ukazała się książka Jana Szatsznajdera opisująca losy polskich spadochroniarzy. Okazała się zresztą wydawniczym hitem. Obecnie przebojem jest serial TVP "Czas honoru" przedstawiający dzieje właśnie grupy cichociemnych.
Najwyraźniej Polacy czują potrzebę obcowania z dokonaniami tych heroicznych ludzi. Rambo im nie wystarcza.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
którzy to tak odważnie weszli do wsi Maliboki?